Sawanna
Następnego dnia wstałam z myślą, że to już ostatni dzień szkoły i że nie wrócę tam przez najbliższe dziewięć dni. W szkole panowała radość i zniecierpliwienie. Wszyscy rozmawiali o tym gdzie wyjeżdżają, wkurzało mnie to. Gdzie się nie ruszyłam słyszałam ''a ja jadę do babci'', ''ja wyjeżdżam w góry'', chociaż ja i Trish też ciągle nawijałyśmy o Londynie. To znaczy, ja więcej gadałam o samym mieście, a Tri o ''tajemniczym bratanku''.
- Hm, nie zastanawiałaś się, ile on może mieć lat? - zapytała zaciekawiona Tri.
- Ciocia mówiła, że jesteśmy w podobnym wieku. - opowiedziałam znudzona i zmęczona ciągłymi pytaniami na ten sam temat.
- Wiesz, ja bym na twoim miejscu się obawiała.
- Niby czemu? - zapytałam tak samo znudzonym głosem co poprzednio.
- Nie wiadomo co według twojej cioci znaczy ''w podobnym wieku''. Może się okazać, że wylądujesz na tydzień z 11-latkiem i będziesz musiała go niańczyć. - odpowiedziała dziwnie patrząc się na mnie. W sumie chwilę zastanowiłam się nad tym, ale doszłam do wniosku, że ciocia nie zrobiłaby mi tego. Dobrze wie, jak nienawidzę chłopców w tym wieku. Moi kuzyni mają po jedenaście lat i w każde święta muszę się z nimi użerać. Wiecznie coś psują i zabierają, a ja nie mogę sobie z nimi poradzić. Bo kto by sobie poradził z trójką klonów?
- Wątpię. Myślę, że będzie miał piętnaście, albo szesnaście lat. - odpowiedziałam z uśmiechem, bo właśnie zadzwonił dzwonek na lekcje, który uratował mnie od dalszej rozmowy na ten temat.
Pan Firs przynudzał i przynudzał. Całą lekcje gadał o sieci rzecznej jakiegoś kraju, którego nazwa była tak dziwna, że jej nie pamiętam. Jedyne co było przydatne na tej lekcji to to, że udało mi się chwilę zdrzemnąć. Po dzwonku wyszłam z klasy. Byłam tak zmęczona, że człapałam się po korytarzu jak zombie. Nagle uderzyłam głową o coś a raczej o kogoś. Podniosłam głowę i ukazała mi się twarz Conora. Jest kapitanem szkolnej drużyny piłkarskiej w której gra też Niall. Taki typ szkolnej gwiazdy, jest popularny chłopacy go lubią, a wszystkie laski w szkole są zakochane w nim po uszy. On może mieć każdą, ale nie jest taki. Nie zmienia dziewczyn jak rękawiczek. Ostatnio jego dziewczyną była Kim, był z nią bardzo długo, ale w końcu nie wytrzymała tego, że jej chłopak wiecznie otoczony jest grupą wzdychającym do niego dziewczyn i go rzuciła. Nie wiem dokładnie jak to z nimi było, bo wiadomo prawdy dowiem się tylko u źródła, a plotek głupich zakochanych dziewczyn nie słucham. Conor jest bardzo miły, nie raz pomagał mi z fizyki, czy matematyki. Poza tym jest najlepszym przyjacielem Nialla i zawsze trzymają się siebie, więc i tak było tym razem.
- Conor! Przepraszam.
- O proszę. Widzę, że masz w zwyczaju wpadać na przystojniaków. - powiedział z wielkim uśmiechem na twarzy Niall. Znowu poczułam te glupie motylku w brzuchu. Moje usta jakby zamarły, nie wiedziałam, czy coś powiedzieć, czy uśmiechnąć się i pójść dalej. Postawiłam na tą pierwszą opcję. Przemogłam się i wydusiłam z siebie parę słów.
- Jak widać ostatnio zdarza mi się to całkiem często. - odpowiedziałam z uśmiechem patrząc się w oczy chłopaka.
- Stary dalej idziemy, musimy iść na w-f. - powiedział Conor szturchając Nialla.
- Cześć Sawanna! - krzyknął Conor odchodząc.
- Dobra to idę. Sory, pogadamy później? - powiedział nie czekając na odpowiedź i poszedł w stronę sali gimnastycznej.
- Jasne. - odpowiedziałam cicho. Szłam korytarzem przed siebie z wielkim rogalem na twarzy. Zorientowałam się, bo wszyscy dziwnie się na mnie patrzyli, ale nie zwracałam na to uwagi. Cieszyłam się z tej krótkiej rozmowy jak głupia. Zastanawiałam się czy ''pogadamy później?'' oznaczało, że serio pogadamy później, czy po prostu chciał być miły. Doszłam na miejsce i usiadłam na parapecie niedaleko klasy. Patrzyłam przez okno i przez moment widziałam Nialla wchodzącego na sale gimnastyczną. Resztę dnia w szkole zastanawiałam się czy do mnie podejdzie. Czekałam na ten moment, myślałam o czym moglibyśmy pogadać. Niestety nie doczekałam się. Mimo tego, że mijaliśmy się nie raz na korytarzu, nie podszedł do mnie. Parę razy złapałam go tylko na tym, że mnie obserwuje. Wtedy peszył się, lekko uśmiechał i odwracał głowę. Usłyszałam ostatni dzwonek oznaczający koniec dzisiejszych lekcji. Wyszłam ze szkoły lekko smutna. Miałam wielką nadzieje, że jednak zamienimy z Niallem dzisiaj parę słów. Minęłam sale gimnastyczną i szłam w stronę domu. Naglę usłyszałam, że ktoś za mną biegnie. Odwróciłam się szybko i w tym samym momencie wpadł na mnie Niall.
- Hej, mieliśmy pogadać zapomniałaś? - powiedział zdyszany. Jak mogła bym zapomnieć. Myślałam tylko o tym cały dzień a ty zadajesz mi takie pytania ? pomyślałam. Uśmiechnęłam się nie zdążyłam odpowiedzieć, a chłopak znów zadał pytanie.
- Może potowarzyszysz mi? Czekam na tatę.
- Okey. - odpowiedziałam z szerokim uśmiechem. Chłopak odwzajemnił się równie miłym uśmiechem i usiedliśmy na ławce. Chwilę siedzieliśmy w milczeniu. Nie wiedziałam co powiedzieć, czy zacząć rozmowę. Chciałam spytać o cokolwiek, ale w tym momencie nic nie przychodziło mi do głowy. Po chwili niezręczną ciszę przerwał Niall.
- Jedziesz gdzieś na ferie?
- Tak, jadę razem... - nagle usłyszałam swój telefon. Wyjęłam go z torebki, przeprosiłam Nialla i odebrałam połączenie. To była moja mama pytała, czy nie wiem, czy jest chleb w domu. Wkurzyłam się na nią. Żeby zapytać o tak durną rzecz musiała przerwać mi rozmowę z Niallem. Po chwili zakończyłam rozmowę z mama.
- O co pytałeś?
- W sumie nie pamiętam. - odrzekł i zaśmialiśmy się razem. Rozmawialiśmy dosłownie minutę i usłyszeliśmy dźwięk podjeżdżającego samochodu. To był tata Nialla, blondyn pożegnał się ze mną i pobiegł do samochodu. Wstałam z ławki i ruszyłam w stronę domu. Byłam zła na siebie i na mamę.
Kiedy
byłam już w domu złość minęła. Zdałam sobie sprawę, że nie
potrzebnie się denerwuje, że nie potrzebne w życiu są kłótnie i
sprzeczki, że nie warto zaprzątać sobie głowy takimi sprawami.
Najważniejsze jest to żeby cieszyć się każda chwilą razem z
bliskimi, na których ci zależy. Postanowiłam, że od teraz nie
będę się denerwować z powodu jakiś błahostek, które nie do
końca są ważne. Moim mottem od dzisiaj jest '' Żyj chwilą i bądź
szczęśliwa''. Trish zawsze tak mówi. Myślę, że nie będzie
miała mi za złe, że będę ''żyła'' jak ona. Tri czasem mnie
przerażała. Jest wspaniałą przyjaciółką, zawsze mogę na nią
liczyć, ale jest też strasznie roztrzepana. Trudno uwierzyć, ale w
swoim życiu przez nieuwagę zbiła około piętnaście szyb. Często
też najpierw robi potem myśli, ale nie wydaje mi się żeby
kiedykolwiek czegoś żałowała. Jest szalona i musiałam pogodzić
się z jej zachowaniem. W sumie kocham ją za to. Kiedy weszłam już
do domu zjadłam obiad i spędziłam miło czas z mamą przed
telewizorem. Później trochę się pouczyłam, a resztę dnia
leniuchowałam
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
mamy nadzieje ze sie podobało :)
Diana&Miśka
nie mogę doczekać się następnych opowiadań :D piszcie dalej,jest świetnie :) tylko piszcie chłopcy nie chłopacy :D
OdpowiedzUsuńDa się zrobić :D haha
UsuńAle obie formy są dopuszczalne, nie?
Usuń