piątek, 25 stycznia 2013

Rozdział 9

Nialler

Leżałem na łóżku, tyle że pośrodku korytarza po którym krzątali się lekarze i pełno innych zdezorientowanych ludzi. Nagle jedna z pielęgniarek spostrzegła, że się obudziłem i podeszła do mnie.
- Jest pan… - nie dałem jej dokończyć. Dobrze wiedziałem gdzie jestem i z jakiego powodu. Jedyne co mnie interesowało to Saw.
- Gdzie jest Sawanna? – spytałem
- Ta dziewczyna, z którą cię tu przywieziono? – zapytała
- Tak ta dziewczyna.
- Spokojnie, nic jej nie jest. Miała przeprowadzane badania, wszystko jest w normie. – ta wiadomość poprawiła mi znacznie samopoczucie.
- Pan będzie mógł wyjść jeszcze dziś. Tylko jeszcze zmierzę ciśnienie i przekaże wyniki lekarzowi, który wypisze wypis.
- A mogę ją odwiedzić? – spytałem
- Nie teraz, potrzebuje odpoczynku. Na pewno będziecie mieli szanse się jeszcze spotkać. – uśmiechnęła się do mnie, wykonała badanie i odeszła.
Leżałem bezczynie zamęczając się myślami, jak to się stało, że Sawanna wpadła do tego cholernego jeziora. Nie znalazłem żadnego sensownego wytłumaczenia, tylko to, że nie powinna kucać na samej krawędzi pomostu i być uważniejszą. Dobrze, że nic złego się nie wydarzyło. Ostatecznie zgoniłem wszystko na chciwego i samolubnego łabędzia i czekałem, aż w końcu zjawią się moi rodzice i zabiorą mnie do domu. Nie chciałem zostawiać tu Sawanny samej, zwłaszcza, że jutro wyjeżdżam. Musiałem jeszcze wymyślić sposób na spotkanie się z nią przed wyjazdem.
Nie miałem totalnie nic do roboty. Mój telefon przepadł. Na pewno leży gdzieś na dnie jeziora. Nie było wtedy czasu na przejmowanie się nim. Mam nadzieje, że doczekam się szybko nowego.
Przyglądałem się ludziom na korytarzu. Każdy czekał z niecierpliwością na lekarza, lub jakąkolwiek osobę, która w końcu przekaże im jakąś wiadomości o stanie najbliższych. Co jakiś czas obok mnie przewożono chorych i kierowano ich do innych sal. Nienawidzę szpitali i tego zapachu. Czuje się tu tak nieswojo. Wszystko jest takie zimne. Obce. Nie wiem jak ludzie wytrzymują tu na dłuższą metę. Ja bym nie potrafił. Choć chorym to jest chyba obojętne. Po godzinie miałem ochotę uciec. Zastanawiałem się gdzie są moi rodzice i czy w ogóle ich powiadomiono. Zaczęło mnie mdlić. Postanowiłem poszukać toalety. Wstałem z łóżka i skręciłem w prawo. Za rogiem był jeszcze większy chaos, niż tam gdzie leżałem. Przedzierałem się przez tłum ludzi. Jakaś para wtulona w siebie siedziała na ławce i płakała. Jeden z mężczyzn o długich szarych włosach i brodzie stojących i podpierających ścianę, był tak blady, że można było by uznać go za trupa gdyby nie to, że wciąż stoi. W końcu znalazłem swój cel. Wszedłem do łazienki i zamknąłem drzwi za sobą. Usiadłem na posadzce. Bił od niej miły chłód. Oparłem głowę o ścianę i zamknąłem oczy. Za dużo zamieszania jak na jeden dzień. Tu jest mi o wiele lepiej. Sam, w ciszy, z dala od wszystkiego. Może to nie było najlepsze miejsce, bo wciąż to toaleta w miejscu publicznym, a ja siedzę w niej na podłodze i modlę się do muszli klozetowej, ale zdecydowanie lepsza od szpitalnego korytarza. Po chwili zrobiło mi się lepiej. Przestało mnie mdlić. Chciałbym wrócić do domu. Przemyłem twarz zimną wodą i wróciłem na korytarz. Nie wiem ile siedziałem w łazience, ale pomieszczenie świeciło pustkami. Pytam się w myślach, co stało się z tymi wszystkimi ludźmi. Chyba nagle nie wyparowali. Podszedłem do recepcji i zauważyłem zaniepokojonych rodziców, którzy mnie wszędzie szukają. Czemu nie zajrzeli do łazienki? To chyba pierwsze miejsce gdzie człowiek w szpitalu by poszedł. Podszedłem do nich i błagałem tylko by zabrali mnie do domu. Podpisali jakieś papierki i w końcu trafiłem do samochodu. Przez to wszystko dopiero teraz przypominam sobie o Sawannie. Miałem się z nią spotkać. Nie mam na nic kompletnie siły. Chciałem do niej zadzwonić, ale po pierwsze nie mam telefonu, po drugie jej numeru, a po trzecie ona zapewne śpi. Postanowiłem zrobić to samo i położyć się do łóżka. Spotkam się z nią jutro jeszcze przed wyjazdem. Położyłem się i wystarczyła chwila, żebym zasnął.

wtorek, 22 stycznia 2013

Rozdział 8

Nialler

Kierowaliśmy się w stronę nie dużego jeziora w centrum parku. Dzisiaj cały teren został specjalnie ozdobiony kolorowymi lampkami umieszczonych na koronach drzew i wokół pni. Gdy zaczęło już się ściemniać, rozjaśniały uliczki. Porozstawiano także małe budki, w których można było wypożyczyć sobie koc i kosz piknikowy z prowiantem.
- Hey, to może wypożyczymy jeden? – spytałem się dziewczyny, której pomysł się spodobał. Całe szczęście, bo zacząłem robić się już głodny. Wypożyczyliśmy jeden i rozłożyliśmy koc blisko jeziora, tak, aby można było podrzucać pływającym kaczką i łabędzią kawałki chleba.
- Na co masz ochotę? – zapytałem Sawanne przeglądając zawartość koszyka.
- A co tam jest?
- Mamy kanapki z serem, warzywami, z mięsem, jakieś zielsko, chipsy, orzeszki i …
- Żelki! – krzyknęła, wyjmując je z kosza.
- Spokojnie. – powiedziałem, a Saw już przeżuwała pierwszego żelkowego misia.
- Sorry, ale kocham żelki. – mówiła do mnie, wciąż go przeżuwając.
- Wariatka. – odpowiedziałem cicho się śmiejąc. Wyciągnąłem jedną kanapkę i zacząłem ją pożerać, w obawie, że zaraz zacznie mi burczeć w brzuchu tak głośno, że ludzie w obrębie dwóch kilometrów mogliby to usłyszeć.
-Conor jest fajnym kolesiem, co? – dziewczyna spytała mnie po chwili.
- Tak, a o co chodzi? Podoba ci się? – spytałem, mając głęboką nadzieje, że to nie prawda. Ale raczej gdyby tak było, poszła by z nim i Amelią oglądać Harrego Poterra.
- Definitywnie nie. Tak po prostu pytam. – odpowiedziała urywając. Rozmowa jakoś nie chciała się kleić, może dlatego, że czuliśmy się nieswojo w swoim towarzystwie. Tak naprawdę to, pierwszy raz zostaliśmy na osobności sami przez dłuższy czas. Postanowiłem szybko coś wymyślić, żeby nie było drętwo.
- Zagrajmy w coś. – zaproponowałem po chwili.
- W co chciałbyś zagrać? – zapytała zaintrygowana.
- Prawda czy wyzwanie? – powiedziałem po zastanowieniu się.
- A co takiego chciałbyś o mnie wiedzieć? – zbliżyła się do mnie i uniosła brwi.
- Czy ci się podobam? – nie zdążyłem ugryźć się w język, zanim cokolwiek powiedziałem. Jej oczy mnie zahipnotyzowały. Dziewczyna odruchowo się cofnęła i poczerwieniała. Nie wiedziałem, czemu i chyba nie było mi dane się dowiedzieć.
- Niech zostanie to tajemnicą, dobra?
- Nie wiem ile wytrzymam. – odpowiedziałem.
- A ty?
- Co ja?
- Podobam ci się? – zapytała ponownie się zbliżając.
- To się okażę.
- Hah. – zaśmiała się i położyła na kocu. – To tak sobie ze mną pogrywasz, okey.
- Tak samo jak ty ze mną. – odpowiedziałem broniąc się.
- Ile miałeś dziewczyn? – rzuciła po chwili. Jej pytanie mnie zaskoczyło, ale postanowiłem odpowiedzieć.
- Sześć, nie licząc tych z przedszkola, wiesz byłem przystojniakiem.
- Zapewne, zresztą wciąż nim jesteś – zaśmialiśmy się razem. - Czemu nie jesteś żadną z nich teraz? – spytała poważniejszym tonem.
- Po prostu żadna z nich nie była tą jedyną.
- Coś o tym wiem. – uśmiechnęła się smutno.
- Ty też nie spotkałaś swojego księcia z bajki?
- Powiedzmy że to on nie z nalazł we mnie swojej księżniczki. – dziewczyna nie miała ochoty dalej o tym mówić, widziałem to w jej oczach. Pozostawiłem nie drążyć tematu. Siedzieliśmy w ciszy. Potem Sawanna usiadła, wzięła kawałek pieczywa, wstała i odeszła kawałek dalej, by przywołać ptaki.
- Chyba się ciebie boją. – powiedziałem, a ona tylko wytknęła język. Weszła na pomost, który prowadził przez prawie sam środek jeziora na przeciwległy brzeg. Stanęła na mniej więcej jego połowie i przykucnęła na samej jego krawędzi. Ptaki zaczęły podpływać, kiedy jeden łabędź wtargnął między kaczki, kierując się chęcią zabrania  pożywienia i czym szybciej chciał odebrać przeciwnikom kawałek chleba. Sawanna wciąż trzymała kromkę w ręku, gdy łabędź nieoczekiwanie napadł na jej rękę i zabrał swój cel. Dziewczyna zachwiała się i z głośnym pluskiem wpadła do wody.
- Sawanna! – krzyknąłem, szybo zdjąłem bluzę i buty w biegu. Rzuciłem je na trawę i czym prędzej pobiegłem dziewczynie na ratunek. Wbiegłem na pomost, ale nie widziałem żadnego śladu po niej. Wskoczyłem za nią. Zanurkowałem. Jezioro było dość głębokie. Zauważyłem Saw, która była już pół metra pode mną. Podpłynąłem do niej i objąłem ją jedną ręką za talię. Wypłynąłem z nią na powierzchnię. Zaczerpnąłem powietrza. Chwilę potrwało, aż zorientuję się gdzie jestem. Kilka osób stało już obok jeziora, a jedna z nich płynęła już w naszym kierunku. Pomogli mi ją wyciągnąć na brzeg. Sam wyszedłem z wody i uklęknąłem obok niej. W sumie to nie miałem pojęcia co teraz zrobić. Jeden mężczyzna uklęknął po jej drugiej stronie i zaczął resuscytację.
- Będziesz robił wdechy. – rozkazał mi, a ja posłuchałem. Starałem sobie przypomnieć lekcje edukacji dla bezpieczeństwa, na których w nieskończoność powtarzaliśmy to co powinniśmy robić w takiej sytuacji. Wiedziałem, że muszę jej pomóc. Wykonywałem wdechy, tak jak tysiące razy wcześniej na zajęciach, po tym jak mężczyzna skończył uciskać jej klatkę piersiową. Całość to był jeden wielki zamęt. Słyszałem jak jakaś kobieta z tyłu dzwoni po karetkę, zdaję sprawozdanie z tego co się stało. Nic więcej nie pamiętam. Reszta to były tylko urywki, obrazy z tej sceny. Chyba sam  po jakimś czasie zemdlałem, bo gdy mnie od niej odsunęli upadłem na ziemię. Potem obudziłem się w szpitalu.
-----------------------------------------------------------------------------------
Mamy następny rozdział.Odpowiadajcie na pytania pod postem Liebster award i bierzcie udział w ankietach. Mamy nadzieje, że wam się podoba. Bunty zgłaszać w komentarzach. Jeżeli ktos chciałby być informowany o nowych wpisach wystarczy napisać w komentarzu. D&M

Liebster Award

Hej! Zostałyśmy nominowane do Liebster Award! Przez http://opko-onedirection.blogspot.com/, postanowiłyśmy nie zwlekać i odpowiedzieć na wszystkie pytania jak najszybciej! Pytania odpowiedzi znajdziecie niżej :) Wybaczcie, że my nikogo nie nominujemy ale chciałybyśmy zrobić to w trochę inny sposób, a przy okazji poznać naszych czytelników, więc my tutaj podajemy pytania a wy odpowiadajcie w komentarzach! Czekamy!


Tak na marginesie, następny rozdział powinien pojawić się jutro albo nawet jeszcze dzisiaj! :)
 
 Pytania do was:
1. Najgłupsza rzecz jaką zrobiłaś/eś?
2. Ulubiona książka, film, serial?
3. Opisz siebie w dwóch zdaniach.
4. Ulubiona piosenka?
5. Ulubiony kolor?
6. Piszesz własnego bloga? Jeśli tak, proszę bardzo, podaj jego nazwę!
7. Ulubieniec z 1D? ;)
8. Ulubiona piosenka 1D?
Nasze odpowiedzi:
 
1. Co chcesz w życiu osiągnąć?
Hm, jesteśmy całkiem podobne na pewno chciałybyśmy mieć dobrą prace, do której będziemy z chęcią chodzić. Obie chciałybyśmy mieszkać w Londynie w wymarzonym domku blisko centrum.
2. Jaki jest Twój ulubiony kolor?
Diana: NIEBIESKI
Miśka: Fioletowy, szary
3. Masz jakiegoś zwierzaka?
koty, koty, koty
4. Kogo najbardziej lubisz z One Direction?
Diana: NIALL <3
Miśka: Hm, Niall ale do tego się nie przyznam z powyższego powodu haha, więc Liam.
5. Dlaczego piszesz bloga?
Piszemy bloga, ponieważ to jest sposób na wywalenie wszystkich naszych myśli, które czasem są dziwne i nas przerażają. Możemy stworzyć coś fajnego, dobrze się przy tym bawiąc.
6. Co byś zrobiła gdybyś wiedziała, że za 24 godziny ma nastąpić koniec świata?
Zrobiły byśmy wszystko o czym marzymy. I wszystko co by nam wtedy wpadło do głowy. wyznały wszystkie tajemnice i sekrety. Ja (Diana) z pewnością bym się jeszcze wyspowiadała xd. A ja (Miśka) ruszyła bym na swoje ostatnie zakupy i po raz ostatni obejrzała SKINS US.
7. Jakie jest Twoje marzenie?
Żeby wszystkie nasze marzenia się spełniły :)
8. Gdybyś miała okazję umówić się z jakąś gwiazdą kto by to był?
Diana: NIALL HORAN!
Miśka: Daniel Flaherty
9. Najbardziej szalona rzecz jaką zrobiłaś w swoim życiu to?
Diana: Rozebrałam się na środku ulicy.
Miśka: Nie wiem, wiele tego było ale w tym momencie nic nie przychodzi mi do głowy.
10. Ulubiona Piosenka
CHŁOPAKÓW:
D&M: zdecydowanie Little Things
OGÓLNIE:
Diana: Ed Sheeran - Give me love
Miśka: Wiele! ale ostatnio Shout w wykonaniu Stanley'a
11. One Direction proponuje Ci występ w swoim teledysku, zgadzasz się czy odmawiasz?:D
OCZYWISCIE ZE SIE ZGADZAMY!




czwartek, 17 stycznia 2013

Rozdział 7

Nialler

- Hey Niall. – przywitała mnie Sawanna z ciepłym uśmiechem na twarzy.
- Cześć dziewczyny, wy też tutaj, w parku, co za zbieg okoliczności. – zacząłem się stresować, przy czym wszystko zaczęło mi się plątać.
- Taa, przeczytałam dzisiaj rano, że będzie tu festyn, puszczą wszystkie części Harrego Pottera i jeszcze odwiedzi nas sam Devon Murray. Dawno nic ciekawego się tu nie działo… - Amelia zalała mnie słowotokiem, ale nie mogłem skupić się na żadnym jej słowie. Wszystko to przyćmił mi wygląd Sawwany. Pomimo dość chłodnego wiatru, który jesienią u nas jest praktycznie zawsze, miała na sobie prześliczną sukienkę sięgającą do połowy ud w kolorze bordowym, w którym wyglądała, no nie powiem, naprawdę niesamowicie. Do tego miała krótką, skórzaną, czarną kurtkę i wysokie buty.  Na sam widok miałem ochotę zjeść ją wzrokiem. Kiedy Amelia zaczęła wymachiwać mi ręką prze nosem ocknąłem się.
- Myślałam, że wpadłeś w trans, czy coś. – zaśmiała się blondynka
- Wciąż tu jestem. – wymamrotałem i wiedziałem że jestem już czerwony na twarzy.
- Jesteś sam? – spytała po chwili Sawnna.
- Tak właściwie to z kolegą. – zacząłem nerwowo rozgadać się dookoła w poszukiwaniu Conora, aż w końcu znalazłem go w tym samym miejscu, gdzie był kilka minut temu. – Tam. – wskazałem palcem na przyjaciela.
- To może po niego pójdziemy?- zapytała ta ruda dziewczyna, którego imienia nie znam.
- Jasne. – odpowiedziałem i ruszyliśmy.
Conor już chyba większego idioty z siebie nie mógł zrobić. Przy nim ja, to pestka. Siedział na krześle z zamkniętymi oczami na których miał jakieś, nawet nie wiem co to właściwie było, a jakaś kobieta, wyglądająca jak z Hogwartu malowała mu taką samą bliznę na czole w kształcie pioruna, jaką ma Harry Porter.
- Super. – powiedziałem sam do siebie zasłaniając oczy rękoma. W pewnym momencie Amelia wyjęła telefon i zrobiła zdjęcie chłopakowi, który nie zdawał sobie najmniejszej sprawy z tego, że jest obserwowany przez trzy laski, a jedna z nich mu się podobała
- Idealne na profilowe na facebooka. – powiedziała dziewczyna, po czym wszyscy wokół zaczęli się śmiać. Chłopak po chwili zorientował się, że coś jest nie tak i zdjął gluta z oczu. Spojrzał na dziewczyny, a potem zmroził mnie wzorkiem. Ja tylko uniosłem ręce, wzdrygnąłem  ramionami i poruszyłem ustami składając je w jedno słowo jakie mi teraz się nasuwało - SORRY. Może nie było to jedyne słowo jakie miałem wtedy w myślach, ale chyba najodpowiedniejsze w tej sytuacji.
- Cześć dziewczęta. – powiedział spokojnym tonem Conor z dużym naciskiem na dziewczęta i skierowanym wzrokiem na mnie. Nie mogłem powstrzymywać już dalej śmiechu, więc wybuchłem, a wtedy Conor zaatakował mnie od tyłu, waląc mnie po plecach pięściami.
- Dobra, już dobra opanuj się, damy na nas patrzą. – powiedziałem już opanowany, choć wciąż miałem na twarzy wielkiego banana. Dziewczyny też chichotały cicho i chyba bardziej rozśmieszył ich atak chłopka na mnie, niż to całe mazidło na jego twarzy.
 Przyjaciel stanął obok mnie i tylko szepnął:
- Zginiesz z tych oto rąk. – rozłożył swoje ręce i ścisnął mocno dłonie.
- Już się boję. – odgryzłem się.
- Ooo i dobrze, bardzo dobrze . – odpowiedział rozłoszczonym tonem. Po chwili naszą cichą wymianę zdań przerwała Amelia:
- Zaraz puszczą pierwszą część Harrego, nie chce jej przegapić, ktoś chętny pójść ze mną.
- Ja. – usłyszałem głos przyjaciela, z wciąż wyczuwalną nutką wrogości wycelowaną do mnie.
- Świetnie. – powiedziała dziewczyna z uśmiechem i wzięła Conora za rękę. – Tak po za tym uważam, że wyglądasz uroczo z tym piorunem na czole. Dodaje ci męskości. – dziewczyna paplała i paplała, w końcu chłopak pociągnął ją za rękę w stronę wielkiego telebimu, nie odwracając się już w naszym kierunku. Gdy odeszli już na bezpieczną odległość, dziewczyny znów zaczęły się śmiać. Nie mogąc się oprzeć śmiałem się razem z nimi, bo naprawdę nie wiedziałem co teraz zrobić. Zostałem sam na polu bitwy i musiałem sobie jakoś poradzić.
Nagle za pleców ‘’Rudej” wyłoniła się postać chłopaka, który po chwili objął dziewczynę od tyłu całując ją w szyję.
- Gotowa? – spytał ją, a dziewczyna odwróciła się do niego przodem i pocałowała w usta.
- Oczywiście że tak. – odpowiedziała i ponownie odwróciła się w naszą stronę. – To jest Matt, a to Niall. – przedstawiła nas, a my podaliśmy sobie ręce
- Nie będziesz miała nic przeciwko jeśli zostawię cię tu z nim sama, prawda – zwróciła się do Sawanny
- Na pewno nie zginę. – odpowiedziała i uśmiechnęła się do mnie. Ja odwzajemniłem uśmiech i zwróciłem się do zakochanej pary:
- Nie martwcie się odprowadzę córkę do domu przed 12. Nic się jej nie stanie. – chłopak tylko powiedział do mnie dzięki i zabrał swoją dziewczynę. Chyba był mi wdzięczny za to, że zdjąłem mu nie potrzebny problem z głowy i mógł pomigdalić się z dziewczyną na osobności.
- To co, przejdziemy się? – po chwali zaproponowała Sawanna.
- Jasne.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszamy, że tak długa czekaliście, ale mamy zbyt mało czasu, choć mamy ferie. Na pewno to nadrobimy. Pamiętajcie głosować w ankietach :) Zostawcie także komentarze :)

niedziela, 6 stycznia 2013

Rozdział 6


Nialler

Wstałem około godziny jedenastej. Poszedłem do łazienki i umyłem się. Zszedłem na dół i zauważyłem mamę pakującą moja walizkę. Cieszyłem się na wyjazd. Londyn jest wspaniałym miastem. Byłem tam dwa lata temu. Oczywiście nie tylko to mnie cieszyło. Miałem spędzić tydzień z ładną dziewczyną. No fakt nie wiem kto to, nigdy jej nie widziałem. Ale ciocia opowiadała mi o niej. Jeśli jest tak ładna i miła jak mówiła to na pewno będę zadowolony z wyjazdu.
- O nareszcie wstałeś. Śniadanie masz na stole. - powiedziała mama.
- Zimne?
- No a co ty myślisz, że przez dwie godziny by nie wystygło?
- Trzeba było mnie obudzić. - powiedziałem pod nosem i poszedłem do kuchni zjeść.
Na stole stał talerz z zimnymi parówkami w serze, złapałem za niego i wrzuciłem jedzenie do kosza. Podszedłem do lodówki, otworzyłem ją i zastanawiałem się co zjeść.
- Modlisz się do tej lodówki? - powiedziała mama. Nie odpowiedziałem chwyciłem ser wyjąłem go i podszedłem do blatu. Po chwili mama znowu zaczęła. - Ubierz się. Mówiłam ci żebyś nie chodził po domu w samych bokserkach. Mam nadzieje, że chociaż w tym Londynie nie będziesz się obnażał.
- Nie moja wina, że tak mi wygodnie.
- Zawsze musisz być taki opryskliwy z rana? - powiedziała i spojrzała się na mnie wymownie.
- Nie wyspałem się.
- Wstałeś prawie w południe i się nie wyspałeś? Tak to jest jak chodzi się spać o tak późnych godzinach.
- Wcale nie poszedłem późno spać. - powiedziałem ziewając.
- Jak dla ciebie druga czy trzecia w nocy to nie jest późno...
- Dobrze mamo daj już spokój.
- Idę zrobić pranie. A no tak! Zapomniałabym, jak zjesz idź tacie pomóc przy samochodzie.
- Coś się stało?
- Nic, tylko macie wymienić opony.
- Tak szybko?
- Wczoraj zapowiadali śnieg na przyszły tydzień.
- No okej... - powiedziałem obojętnie i sięgnąłem po chleb z tostera.
- Ała! Cholera jakie gorące! - krzyknąłem i rzuciłem tosty na talerz.
- Niall nie wyrażaj się!
- Dobrze, dobrze nie denerwuj się mamo.
Nałożyłem na tosty ser, polałem keczupem i usiadłem przy stole. Szybko  zjadłem śniadanie. Usiadłem na chwilę i włączyłem komputer. Wpisałem w wyszukiwarkę facebook i po chwili się zalogowałem. Miałem jedną nie przeczytaną wiadomość. Otworzyłem skrzynkę odbiorczą i przeczytałem. Wiadomość była od Vanessy, mojej koleżanki ze szkoły. Dziewczyna codziennie mnie zamęczała. Wypisywała jakieś głupoty, miałem już jej dość. Nie chciałem ciągnąć tej znajomości, ale nie miałem odwagi jej tego powiedzieć. Vanessa jest we mnie zakochana po uszy, przynajmniej tak twierdzi. Jest całkiem ładna, ale moim zdaniem to kolejna dziewczyna, która leci na to, że gram w szkolnej drużynie. Każda dziewczyna, z którą byłem okazywała się szczerze mówiąc, pustą lalą. Najważniejszy był dla nich popularność i imprezy. Dawno z nikim nie byłem. Nie dlatego, że nie chcę, ale potrzebuję dziewczyny, w której tak naprawdę się zakocham. Takiej, która będzie i mądra i ładna. Niestety jak na razie takiej nie spotkałem, albo w ogóle takie nie istnieją. Postanowiłem nie odpisywać Vanessie. Stwierdziłem, że może da mi wtedy spokój. Zauważyłem, że jest dostępna i szybko się wylogowałem, żeby znowu do mnie nie niedopadła. Wyłączyłem komputer i zszedłem na dół. Wszedłem do salonu i zauważyłem tatę siedzącego w fotelu z ulubioną gazetą. Zawsze w niedziele o tej porze czytał. Mówił, że to jedyna chwila dla niego kiedy nie musi iść do pracy i może się zrelaksować. Dlatego postanowiłem mu nie przeszkadzać. Położyłem się na kanapie, chwyciłem za komórkę i zacząłem grać w angry birds. Po chwili tata skończył czytać i odłożył gazetę.
- Mama mówiła, że mamy wymienić opony czy coś.
- No tak dobrze, że mi przypomniałeś. Chodź, szybko je zmienimy, bo później mama chce jechać na zakupy. Jak się nie wyrobimy to mnie zabije. - powiedział tata i uśmiechnął się do mnie. Ubraliśmy się i wyszliśmy przed dom. Tata otworzył garaż i przynieśliśmy opony i klucze.
- I co tam? Jak sprawy miłosne? - zapytał tata z uśmiechem odkręcając oponę.
- Co, zebrało ci się na męską rozmowę? - odrzekłem również z uśmiechem.
- No kiedyś trzeba. To jak? Dawno żadnej dziewczyny nie przyprowadzałeś do domu. Nialler, może zmieniłeś orientację? - powiedział tata i zaśmiał się.
- Tak jasne, a Conor to mój chłopak. Wiesz co, ty jak czasem coś wymyślisz to można się załamać. Po prostu nie poznałem żadnej odpowiedniej.
- Widzę wybredny jesteś. Masz to po swojej mamusi.
- Nie, po prostu chcę żeby to był ktoś wyjątkowy.
- Dojrzałeś synu. - powiedział tata i klepnął mnie w plecy.
- Już jakiś czas temu.
- No to masz po mnie.
- Ale co? - spytałem.
- Dojrzałość.
- Haha na pewno! Mama opowiadała mi jaki byłeś w młodości.
- Ta to ma długi język. - powiedział tata śmiejąc się.
- Kto ma długi język? - nagle za naszymi plecami pojawiła się mama.
- Nikt, nikt. - odpowiedział szybko tata,
- Wszystko słyszałam! - powiedziała mama z uśmiechem uderzając tatę ścierką, którą trzymała. - Pośpieszcie się chłopcy chcę przed piątą wrócić z zakupów. - powiedziała i wróciła do domu.
-Ta mama. Nie dziwię się, że jesteś taki wybredny. Ja na twoim miejscu też bym uważał, żeby nie trafić na taki typ jak mama. Takie są najgorsze.- powiedział tata śmiejąc się razem ze mną. Lubię swoich rodziców. Mają poczucie humoru i nie są sztywni jak niektórzy. Bardzo rzadko się kłócą, a jeżeli już to robią to szybko się godzą. Uwinęliśmy się z tatą z oponami w godzinę. Musieliśmy jeszcze napompować zmienione. Później rodzice pojechali na zakupy. Ja włączyłem TV i położyłem się na kanapie. Po paru minutach postanowiłem zaprosić Conora. Złapałem za telefon i zadzwoniłem do przyjaciela.
- Siema. Co robisz? Wbijaj do mnie. Zagramy w FIFE 12 na xboxie.
- No takiej propozycji nie można odmówić. Niedługo będę.
- Dobra czekam. - powiedziałem i rozłączyłem się. Oglądałem ''16 and pregnant'' na MTV. Zastanawiam się jak można być tak głupim i w wieku szesnastu lat zajść w ciąże. Zresztą niektóre laski w tym programie są tak okropne, że zastanawiam się, jak w ogółe ktoś chciał z nimi TO robić. Po chwili usłyszałem dzwonek do drzwi.
- WEJDŹ! - krzyknąłem na cały dom.
- Siema. To co gotowy na bolesną przegraną? - powiedział Conor rzucając kurtkę na fotel.
- Chyba ty! - odpowiedziałem i podałem mu jednego pada. Załączyliśmy grę i zaczęliśmy grać. Nie minęło pięć minut, a już strzeliłem gola koledze.
- Gool! I kto tu dostaje w tyłek!?
- Dobra, dobra zaraz się odegram! - opowiedział Conor. Graliśmy w ciszy po chwili Con zaczął. - Wiesz co stary powinnyśmy znaleźć sobie jakieś dziewczyny.
- Co, za długa przerwa już nie możesz wytrzymać bez ''potrzeb'' ? - zaśmiałem się.
- W sumie to też, ale wiesz o co mi chodzi.
- Aaa rozumiem spodobała ci się jakaś. Która to?
- Nie wiem czy znasz. Amelia ta z młodszej klasy.
- Nie kojarzę
- No taka blondynka. Siostra Jake'a.
- Aa trzeba było tak od razu. No może być.
- No nie mów, że ci się nie podoba.
- Nie mój gust.
- Nie twój gust? Od kiedy nie podobają ci się wysokie blondynki?
- Od kiedy odkryłem, że wszystkie są puste.
- Nie wszystkie. Mam nadzieje, że Amelia nie. - powiedział szczerząc się.
- Gadałeś już z nią?
- Nie jeszcze nie. To znaczy chciałem, szukałem jej w piątek, ale chyba jej nie było w szkole. A tobie która się podoba?
- Gooooool! 2:0! Ktoś tu nie umie grać. – wydarłem się unikając odpowiedzi.
- Daje ci fory.
- Tak, tłumacz się.
- Spadaj grubasie!
- Haha!
- To jak kto ci się podoba?
- Mi? Żadna.
- No a Sawanna? Myślałem, że ty z nią coś ten.
- Z Sawanna? Nie. To znaczy wydaje się miła, ale jest strasznie zdystansowana.
- Przesadzasz.
- Może. Zresztą nawet jej za bardzo nie znam.
- Też mi problem. Ja Amelii też nie znam i nie stwarzam problemu. Od kiedy ty się taki wybredny jesteś?
- Jesteś kolejną osobą, która mi to mówi.
- Widzisz czyli zastanów się nad tym. Sawanna to ładna laska. Fajne ma te loczki. Pogadaj z nią.
- Dobra, na razie to ja spędzę tydzień w Londynie z jakąś mam nadzieje ładną dziewczyną.
- Ej no właśnie. Wiesz kto to?
- Nie mam pojęcia. Ciotka coś tam o niej opowiadała.
- A jak ma na imię?
- No skąd mam wiedzieć?
- No twoja ciocia na pewno mówiła.
- Nie wiem, nie pamiętam.
- Jest! 2:1. Doganiam cię kolego!
- No, no. Poczekaj zaraz ci pokaże.
- Jasne.
Graliśmy tak jeszcze jakiś czas. W końcu przyszli moi rodzice. Właściwie tylko mama, bo tata pojechał do wujka.
- O cześć chłopcy.
- Dzień Dobry! - krzyknął Conor.
- Pewnie jesteście głodni. Zaraz wam coś zrobię.
- O tak! To jest dobry pomysł mamo.
Po paru minutach mama przyniosła nam cały talerz kanapek.
- Mam nadzieje, że będą smakowały. – powiedziała mama odchodząc.
- Tak jak zawsze proszę pani. – powiedział Conor
- To co, może gdzieś wyskoczymy – zapytałem biorąc kanapkę z talerza.
- Jasne, czemu nie. – odpowiedział Conor obojętnym tonem.
Szybko zjadłem kanapkę, wziąłem drugą do ręki i skierowałem się w stronę wyjścia. Conor po chwili do mnie dołączył. Założyłem buty trzymając w buzi kanapkę i narzuciłem na siebie grubszą bluzę. Krzyknąłem tylko mamie, że wychodzimy i wybiegliśmy na ulice.
- To co, jaki jest nasz dzisiejszy cel? – zapytałem
- Park? Podobno coś się tam dzisiaj dzieje.
- Niemożliwe. Tu coś się dzieje? – zapytałem z niedowierzaniem
- No to jak? – zapytał mnie ponownie kolega
- Jasne. – rzuciłem i ruszyliśmy w kierunku parku.
Gdy już doszliśmy, nad samym wejściem do parku wisiał szyld: Happy Birthday Devon Murray”. Przystanęliśmy na chwile przed nim, a potem usłyszałem krzyk Conora:
- Stary, ten koleś grał w Harrym Poterze! – chłopak stał wpatrzony z wielkim bananem na twarzy w zdjęcie Devon’a, które było umieszczone obok szyldu.
- Jakoś nie jestem wielkim fanem Harrego Pottera. – odpowiedziałem bez entuzjazmu.
- Wiem, ale ja jestem. Człowieku on jest tutaj, w naszym mieście, na tej samej ziemi na, której ja stoję, rozumiesz to!!! – chłopak krzyczał i biegał wokół mnie jak oszalały ciesząc się jak małe dziecko. Widząc jak robi z siebie pośmiewisko dla osób trzecich, podszedłem do niego i powiedziałem:
- Idioto opanuj się! Wszyscy się na ciebie gapią. – po chwili chłopak obrócił się dookoła i zobaczył grupę dzieci i jakiś starszych osób, które wpatrywały się na niego jak na co najmniej uciekiniera z psychiatryka. - Ciesz się, że nie ma tu żadnych fajnych lasek. – powiedziałem do niego i poszedłem dalej kierując się w głąb parku.
- Hey, czekaj na mnie! – krzyczał za mną, a ja tylko dodałem:
- Nie znam cię psycholu.
- Wielkie dzięki. – odpowiedział zrezygnowany.
Gdy już mnie dogonił postanowiliśmy dowiedzieć się więcej o tym co się tu dzieje.
- To kogo się pytamy? – zapytałem Conora. Nie słyszałem odpowiedzi, więc odwróciłem się w jego stronę, ale jego już przy mnie nie było. Rozejrzałem się dookoła i ujrzałem go siedzącego na krześle obok jakieś laski. – Cwaniak. – prychnąłem i ruszyłem w jego kierunku, kiedy nagle zobaczyłem Sawanne, Amelie i jeszcze jakąś dziewczynę zmierzające w wprost na mnie.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Szczęśliwego NOWEGO ROKU. W końcu wstawiłyśmy coś nowego. Mamy nadzieje, że wam się podoba. Mamy dużo poprawek i tak dalej, bo za tydzień kończymy półrocze, więc we ferie będzie na pewno dodanych kilka rozdziałów. Miłego weekendu.