Sawanna
Nazajutrz obudziłam się około ósmej. Tak zaspałam! Wczoraj byłam tak zmęczona, że zapomniałam nastawić budzik.
- Jaka z ciebie kretynka! - wykrzyczałam sama do siebie.
Popędziłam szybko do łazienki umyłam się, uczesałam i pomalowałam. Wzięłam pierwsze ubrania z brzegu, ubrałam się i zbiegłam na dół.
- Saw, co ty tu jeszcze robisz!? Myślałam, że dawno wyszłaś. - zapytala zaskoczona mama.
- Kurcze mamuś zaspałam. Tak wiem, to nieodpowiedzialne bla, bla, bla. Podrzucisz mnie do szkoły? Proooooooszę.
- Eh no dobra leć do samochodu, ale jak spóźnię się do pracy to ty dzisiaj zmywasz po obiedzie!
- OKEEJ OKEEJ! - wykrzyczałam.
Dojechałyśmy do szkoły tak mniej więcej w połowie pierwszej lekcji. Pożegnałam się pośpiesznie z mama i wybiegłam z samochodu. Byłam już prawie przy drzwiach, kiedy, niespodziewanie wpadłam na jakiegoś kolesia. Wypad mu telefon z rąk i kiedy spojrzałam na ziemie obudowa telefon i bateria leżały w innych miejscach.
- O mój boże! Przepraszam. - szybko pozbierałam telefon i podałam go chłopakowi.
- Nic się nie stało. Każdy może się zagapić. - odrzekł z zalotnym uśmiechem. Właśnie wtedy zdałam sobie sprawę, że to Niall. Spojrzałam w jego piękne niebieskie oczy. Poczułam motylki w brzuchu i czułam jakbym miała zaraz zemdleć. Musiałam długo tak się na niego gapić, bo usłyszałam ja do mnie mówi
- Hallo ziemia do Sawanny! ? Krzyknął. Kurde on zna moje imię, pomyślałam. Dobra, dobra spokojnie uśmiechnij się, ładnie przeproś, NIE ZRÓB Z SIEBIE KRETYNKI i leć do klasy, bo Pan Crouse cię zabije.
- Przepraszam jeszcze raz Niall za telefon. Strasznie się spieszę, do zobaczenia! - powiedziałam i odeszłam szybkim krokiem. Wpadłam do klasy jak burza, spojrzenia wszystkich wylądowały na mnie. Jak ja tego nienawidzę! Nie lubię znajdować się w centrum uwagi. I właśnie z tego powodu jako jedyna z klasy nigdy nie brałam udziału w żadnym przedstawieniu. No, ale cóż zdążyłam się już przyzwyczaić do tego, że jestem nieśmiała, Ładnie przeprosiłam za spóźnienie i usiadłam w ławce. Pan Crouse groźnie na mnie spojrzał, kiwnął głową i kontynuował lekcje. Gadał o jakiś kwasach, alkoholach. Kompletnie mnie to nie interesowało jak pewnie każdego na tej lekcji. Wzięłam rękę pod brodę, założyłam nogę na nogę i w tej pozycji spędziłam resztę zajęć. Po dzwonku natychmiast popędziłam na drugie piętro w poszukiwaniu Trish. Jak zwykle siedziała pod klasą z słuchawkami w uszach, dziwnie podrygując. Rozpędziłam się i ślizgiem wpadłam na nią.
- Sawanna ty kretynko! Kiedy ci się to znudzi!? - powiedziała zdenerwowana. Moim zdaniem powinna się po prostu przyzwyczaić, że to jest mój sposób na powitanie z nią.
- Oj rudzielcu nie denerwuj się. - odpowiedziałam ze szczerym uśmiechem. Odwzajemniła uśmiech i spytała.
- A ty, co taka szczęśliwa?
- A bo miałam dzisiaj rano miłe zderzenie. Z kimś baaardzo, baaaardzo przystojnym. - kurcze chyba uzależniłam się od słowa bardzo.
- Z kim?! - powiedziała uśmiechając się.
- Zgadnij!
- Hm...Alex?
- Co!? Alex ten z młodszej klasy? Oszalałaś!? Musiałabym na łeb upaść żeby podobał mi się ktoś taki. - powiedziałam zaskoczona wymienionym imieniem.
- Eh no mi tam się podoba, ma coś w sobie. - odpowiedziała chamsko. Mogłam się domyślić. Trish zawsze miała dziwny gust, jeżeli chodzi chłopaków. Ostatnio chodziła z kolesiem-sową, tzn. ja tak go nazywałam. No nie moja wina, że miał tak wielkie brwi, które zakrywały mu pół czoła. Poza tym był dziwny. Mimo tego, że chodzili ze sobą ponad cztery miesiące nigdy z nim nie rozmawiałam. Myślę, że to jest bardzo, bardzo dziwne. - eh i znowu mówię bardzo. Muszę się szczypać czy coś jak będę wypowiadać TO słowo.
- Oj, okej. Po prostu nie jest w moim typie. - odrzekłam lekko speszona i uśmiechnęłam się jak najbardziej mogłam. Trish jest chyba najczęściej obrażająca się osobą, jaką znam. Potrafiła strzelać foszki co godzinę. Ale też łatwo wybaczała, więc nie przeszkadzało mi to.
- Także do rzeczy. Mike?
- Nie, nie.
- Kurde to nie mam pojęcia. Może Pan Langridge? - zachichotała.
- No pewnie! To jest dopiero przystojniak! - roześmiałyśmy się. Pan Langridge to nasz nauczyciel matematyki. Ma wielki brzuch i ciągle coś je. Najczęściej jabłka, które pożera na trzy gryzy, po czym zostaje sam ogonek. Często zajada się też pączkami, a później chodzi cały obklejony w lukrze. Co jest całkiem zabawne.
- Dobra Saw dosyć tego zgadywania. Mów, kto to!
- Niall! - byłam tak podekscytowana, że nie zdałam sobie sprawy jak głośno to powiedziałam. Trish dziwnie na mnie spojrzała, rozejrzałam się i jakieś dwa metry obok mnie stał właśnie Niall.
- Co się stało? - zapytał zdziwiony, Nie wiedziałam, co powiedzieć. Miałam ochotę uciec. Wypaliłam głupio:
- Jak telefon? Działa? - Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że trzyma go w ręku i pisze sms'a.
- Yyy...no jak widać. - powiedział dziwnie na mnie patrząc i odszedł. Odwróciłam się w kierunku Trish i schowałam głowie w jej ramieniu.
- Boże czy ja zawsze muszę się tak upokarzać!?
- Tak, zawsze. - odpowiedziała i parsknęła śmiechem.
- Nie pomagasz... - moją rozpacz w ramieniu Trish przerwał dzwonek. Wzięłam torbę i poszłam na biologię.
Lekcja ciągła się i ciągła. Pewnie, dlatego, że nadal czułam wstyd. Niby nic takiego się nie wydarzyło, ale każdy w mojej sytuacji czułby się tak samo. Po biologii miałam matematykę potem sztukę, polski i wf. Reszta czasu zleciała bardzo szybko. Bez żadnych zakłóceń i scen, po których czułabym się głupio. Po lekcjach, kiedy wychodziłyśmy ze szkoły Tri zapytała czy nie pójdę z nią do centrum handlowego.
- O dobrze się składa. Też muszę się tam przejść i kupić parę rzeczy na wyjazd.
- Jaki wyjazd!? - spytała zaskoczona.
- A no tak zapomniałam ci powiedzieć. Na całe ferie jesienne jadę do Londynu! Tak, wiem to wspaniałe. Też się cieszę.
- O nie. Myślałam, że w ferie porobimy coś razem...- odpowiedziała smutno.
- Oj. Będziesz miała czas na poderwanie Alexa! - rzuciłam szybko.
- Hm to jest jakiś plan. To, co, mówisz, że znowu będziesz z ciocia dobrze się bawić. - Powiedziała z uśmiechem na twarzy.
- No nie do końca. Ciocia będzie miała dużo pracy. Ale zabiera mi dla towarzystwa swojego bratanka.
- Mmm, bratanka mówisz? - powiedziała puszczając mi oczko.
- Mam nadzieje, że będzie miły. Nic o nim nie wiem, nawet jak ma na imię, bo moja mama wszystko pokręciła, jak zwykle zresztą.
- Nie martw się, jeżeli to bratanek Ellie to na pewno jest bardzo przystojny. - znowu puściła mi oczko.
- No w sumie. - odpowiedziałam i zastanawiałam się chwile jak może wyglądać. Może jest przystojny i ma takie niebieskie oczy jak ona? Kurcze spędziłabym tydzień z ideałem...Hm albo wygląda zupełnie inaczej i jest jakimś hipisem z tłustymi włosami. Ugh. Mam nadzieję, że nie. Moje rozmyślania przerwało trąbienie samochodu. Zorientowałam się, że jestem na pasach a Trish stoi już po drugiej stronie i dziwnie na mnie patrzy.
- A ty jak zawsze NIE OGRANIASZ.
- Po prostu się zamyśliłam.
- Hm ciekawe, o kim, Kurde Sawanna dałabyś już spokój z tym Niallem. Chłopak ma cię gdzieś a ty..
- Nie myślałam o nim! - przerwałam jej.
- No jasne. - Powiedziała sarkastycznie.
Całą drogę do centrum handlowego nie odzywałyśmy się do siebie. Zarzuty Trish doprowadziły do tego, że serio zaczęłam o nim myśleć. Wiem, że nie powinnam. Im więcej o nim myślę tym większą mam paranoje na jego punkcie. W sumie nawet się nie znamy. Nie mam pojęcia skąd zna moje imię i to mnie w tym momencie zastanawiało najbardziej. Może mu się podobam? Albo po prostu znał moje imię, tak jak jakiś dwustu innych osób w szkole. Zdecydowanie wolałabym to pierwsze. Oczywiście na pewno są to moje urojenia, ale marzyć nikt mi nie zabroni. Weszłyśmy do galerii. Rozejrzałam się i zobaczyłam stoisko z lodami. Nagle naszła mnie wielka ochota na lody. Wiem, że jest jesień i normalni ludzie lody jedzą latem czy wiosna, ale lubię robić wszystko odwrotnie.
- O Tri, może zjemy lody?
- Hm w sumie możemy. - odpowiedziała i ruszyłyśmy w kierunku stoiska. Wzięłam truskawkę i arbuz. A Tri jak zwykle cytrynę. Usiadłyśmy na ławce, pogadałyśmy chwilę, zjadłyśmy lody i ruszyłyśmy dalej.
- To, co chcesz kupić? - zapytałam.
- W sumie sama nie wiem. Ostatnio brakuje mi spodni, wszystkie podarłam albo poplamiłam. Musimy znaleźć jakieś fajne.
- Jasne. - odpowiedziałam i weszłam do River Island obok, którego właśnie przechodziłyśmy. Chodziłyśmy po sklepie i chodziłyśmy nie znalazłyśmy nic ciekawego. Wyszłyśmy i poszłyśmy do H&M. Ledwo przekroczyłyśmy próg sklepu, a Tri już zauważyła spodnie, na które natychmiast się rzuciła. Znalazła swój rozmiar i zarzuciła bordowe je na rękę.
- A ty, co musisz kupić? - zapytała.
- Hm począwszy od dupereli takich jak szampon, pasta i tak dalej, poluję na jakąś fajną kurtkę, bo moja to już kompletnie się do niczego nie nadaje.
- Oj tak. Tylko ty potrafisz chodzić dwa lata w kurtce z zepsutym zamkiem, zachichotała.
- Nie śmiej się tylko szukaj czegoś fajnego. - odpowiedziałam przeglądając bluzki na przecenie, Po chwili zorientowałam się, że Tri nigdzie nie ma. Rozejrzałam się dookoła. Nigdzie jej nie było, więc wyciągnęłam telefon żeby do niej zadzwonić. Nagle przed moimi oczami stanęła Trish. Trzymała w ręku śliczną kurtkę. Była koloru zgniło-zielonego, sięgająca do połowy ud. Miała wielki kaptur, więc z pewnością nadawała się na londyńską pogodę. Chociaż miałam nadzieje, że nie będzie padało, gdy tam pojadę.
- Kurczę, Tri jesteś wspaniała! - wykrzyczałam entuzjastycznie.
- Tak wiem. Nie musisz mi ciągle tego powtarzać. - powiedziała z wielkim uśmiechem na twarzy. Kurtka była z przeceny, więc nie potrzebowałam na nią dużo, kosztowała nawet mniej niż przewidywałam przeznaczyć na kupno kurtki. Poszłyśmy do kasy i zapłaciłyśmy za wybrane przez siebie rzeczy. Wyszłyśmy ze sklepu i wybrałyśmy się po kosmetyki na wyjazd. Weszłyśmy do sklepu, zauważyłam regał z szamponami od razu ruszyłam w jego kierunku. Później poszłam do działu perfum. Mama poprosiła mnie, żebym kupiła jej perfumy, ponieważ powoli jej się kończą. Żeby kupić właściwe zabrałam flakonik z resztką z domu. Wyjęłam je z torby i szukałam odpowiedniego zapachu. Nigdzie nie widziałam perfum mamy i schowałam flakonik z powrotem do torby. Nagle przed moimi oczami wyrósł ochroniarz. Był ogromny, jego ręka była grubości mojego uda. Ubrany w czarne spodnie jak od garnituru i błękitną koszule. A na piersi widniał napis Gustaw. Nawet imię ma jakieś dziwne. - pomyślałam. Patrzył na mnie jakby chciał mi zrobić krzywdę. Znieruchomiałam i nie wydusiłam z siebie słowa.
- Proszę za mną młoda panno. - usłyszałam.
- Ale o co chodzi? - zapytałam przerażona. Ochroniarz nie odpowiedział, więc poszłam za nim. Zaprowadził mnie na zaplecze. Kazał usiąść na krześle i stanął nade mną. Mój telefon nagle zaczął dzwonić. Chciałam odebrać ale ochroniarz wyrwał mi go z rąk i położył na stole, blisko siebie.
- Proszę go oddać! - krzyknęłam.
- Wyciągaj wszystko z torebki.
- Słucham? Mogę wiedzieć o co chodzi? - powiedziałam zaskoczona. Mój telefon ponownie zaczął dzwonić. Wyciągnęłam rękę w jego kierunku ale szybko ją cofnęłam gdy usłyszałam:
- Zrobisz co mówię czy mam dzwonić po policję? - zapytał zdenerwowany. Wystraszyłam się i zaczęłam wyciągać rzeczy z torebki nadal nie wiedząc o co chodzi. Stół zapełniał się moimi drobiazgami. Wyjęłam lusterko, grzebień, parasolkę, a na końcu flakonik mojej mamy.
- O proszę smarkulo. Nadal nie wiesz o co chodzi? - zapytał patrząc na mnie groźnym wzrokiem unosząc brew. Byłam tak wystraszona, że nie odpowiedziałam na jego pytanie. A gdy chciałam to zrobić ponownie usłyszałam mój telefon. Spojrzałam tylko w jego kierunku a następnie ponownie na olbrzymiego ochroniarza.
- Nie, nie wiem o co panu chodzi. To co pan trzyma w ręce to jest flakonik po perfumach mojej mamy, poprosiła mnie żebym kupiła jej takie same bo jakby pan nie zauważył te już są puste. A żeby się nie pomylić wzięłam ten flakonik na wzór. - ochroniarz spojrzał na mnie a później na flakonik. Podniósł do do góry i poruszył. Zorientował się, że nic w nim nie ma.
- W takim razie bardzo przepraszam - powiedział ze sztucznym uśmiechem na twarzy. Spojrzałam na niego spod byka. Wpakowałam rzeczy do torby. Zostawiłam mu szampon, który trzymałam w ręku i wyszłam trzaskając drzwiami. Natychmiast sprawdziłam telefon. Miałam 6 nieodebranych połączeń od Trish. Szybko wybrałam jej numer i zadzwoniłam.
- Hallo!? Dziewczyno gdzie ty jesteś!? szukam cię wszędzie!
- Nie uwierzysz co się stało! A ty gdzie jesteś?
- Przed H&M.
- Dobra, już tam idę.
Jakieś 40 sekund później byłam już pod sklepem. Zauważyłam Tri i podbiegłam do niej.
- Gdzie ty byłaś? czemu nie odbierałaś!? martwiłam się! - zaczęła krzyczeć.
- Uspokój się.
- Dobra ale co się stało? - zapytała Tri już spokojniejszym głosem.
- Szukałam perfum mamy, wzięłam jej flakonik na wzór. Nie znalazłam perfum więc schowałam go z powrotem. Wtedy podszedł do mnie ochroniarz i zabrał na zaplecze. Nie wiedziałam o co chodzi. Kazał wyciągać mi wszystko z torebki, a gdy zadzwoniłaś i chciałam odebrać wyrwał mi telefon z ręki i nie chciał oddać. - Tri patrzyła na mnie z wywalonymi oczami. Ja kontynuowałam dalej. - Kurczę, on był okropny! wiesz jak się wystraszyłam!
- I co? jak mu wszystko wyjaśniłaś? - zapytała szybko.
- Powiedziałam o co chodzi. Wtedy obejrzał flakonik mamy i stał się potulny jak baranek. Spojrzał na mnie, uśmiechnął się i ''w takim razie przepraszam''.
- No ta!? - roześmiała się. - Olbrzym nagle potulny jak baranek. Dobre! - roześmiałam się razem z nią ale jeszcze chwile wcześniej nie było mi do śmiechu. Musiałam odreagować cała ta sytuacje i poszłyśmy do Starbucks'a. Zamówiłyśmy wielkie czekoladowe shake i usiadłyśmy przy stole pod szybą. Zastanawiałyśmy się, czy mam mówić o całej tej sytuacji w drogerii mamie. Po chwili zastanowienia jednogłośnie stwierdziłyśmy, że nie. Wiadomo jacy są rodzice. Mama od razu wparowała by do sklepu i zrobiła by wielką awanturę. Co prawda dostałybyśmy pewnie jakieś wysokie rabaty na różne kosmetyki, ale wolałam sobie oszczędzić wstydu, który czułam w ostatnim czasie aż za często. Siedziałyśmy i gadałyśmy. W pewnym momencie jakiś koleś podszedł i usiadł obok nas. Miał krótkie brązowe włosy, lekko postawione do góry. Wysoki, ubrany w jeansy i żółtą bluzę. Nie powiem, był całkiem przystojny.
- Cześć, dziewczyny - powiedział.
- Hej - odpowiedziałyśmy równo.
- Obserwuję cię od dłuższego czasu. - zwrócił się do Trish - Jesteś bardzo ładna - kontynuował z zalotnym uśmiechem.
- Hm, ty też jesteś niczego sobie. - odpowiedziała Tri, przy okazji puszczając mu oczko.
- Może umówilibyśmy się w najbliższym czasie? - zapytał chłopak nie odrywając oczu od Tri.
- Pewnie, - odpowiedziała. Wyciągnęła długopis i zapisała mu swój numer na serwetce. Później chłopak zorientował się, że nie przedstawił się nam,
- Tak w ogóle jestem Matt. - podając Trish rękę.
- Ja Trish, dla znajomych Tri. - odpowiedziała.
- A ty? - skierował się w moja stronę.
- Sawanna. - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się do przystojnego chłopaka. On i Tri zaczęli gadać i gadać, kompletnie nie zwracając na mnie uwagi. Sama nie wiem o czym, nie słuchałam nadal czułam zdenerwowanie po sytuacji w drogerii. Czy ja wyglądam jak złodziej? Nie wydaje mi się. Spojrzałam na Tri a ona nadal paplała o jakiś głupotach. Stwierdziłam, że chłopak jest miły i na pewno nie jest dziwny jak poprzedni chłopacy Trish. Postanowiłam, że zostawię ich samych.
-
Ja
muszę
już
lecieć.
Przejdę
się
tylko
jeszcze
do
jakieś
drogerii.
A
wy
sobie
nie
przeszkadzajcie.
-
odpowiedziałam
ze
szczerym
uśmiechem.
Wstałam
od
stołu
i
puściłam
Tri
oczko.
- Okej. - powiedział chłopak. Z równie szczerym uśmiechem co ja, wyraźnie się ucieszył, że zostawiam ich samych, zresztą Tri też była zachwycona.
- Cześć Matt. Pa rudzielcu! - pożegnałam się i odeszłam. Weszłam do drogerii, oczywiście nie do tej co poprzednio. Chwyciłam za koszyk i ruszyłam w głąb sklepu. Miałam już wszystko co było mi potrzebne, więc poszłam do kasy i zapłaciłam. Gdy wychodziłam ze sklepu zadzwoniła do mnie Amelia. To moja koleżanka z klasy. Jest bardzo miła, czasem nawet się spotykamy. Jest bardzo ładna, ma długie blond włosy, piękne niebieskie oczy, o odcieniu głębokim jak ocean. Am, bo tak na nią mówi większość znajomych jest też wysoka i szczupła. Myślę, że każda dziewczyna w szkole zazdrości jej figury i urody. Amelia od czterech lat w klasowym głosowaniu otrzymuje miano najpiękniejszej. Tak wiem to brzmi śmiesznie. Piętnastolatki bawiące się w jakieś durne zabawy ale to jest nasza klasowa tradycja. Robimy tak odkąd pamiętam. Ja na przykład raz byłam największą ofermą, a rok temu najbardziej śmieszną osobą w klasie. Zdecydowanie bardziej odpowiada mi ten drugi tytuł.
- Okej. - powiedział chłopak. Z równie szczerym uśmiechem co ja, wyraźnie się ucieszył, że zostawiam ich samych, zresztą Tri też była zachwycona.
- Cześć Matt. Pa rudzielcu! - pożegnałam się i odeszłam. Weszłam do drogerii, oczywiście nie do tej co poprzednio. Chwyciłam za koszyk i ruszyłam w głąb sklepu. Miałam już wszystko co było mi potrzebne, więc poszłam do kasy i zapłaciłam. Gdy wychodziłam ze sklepu zadzwoniła do mnie Amelia. To moja koleżanka z klasy. Jest bardzo miła, czasem nawet się spotykamy. Jest bardzo ładna, ma długie blond włosy, piękne niebieskie oczy, o odcieniu głębokim jak ocean. Am, bo tak na nią mówi większość znajomych jest też wysoka i szczupła. Myślę, że każda dziewczyna w szkole zazdrości jej figury i urody. Amelia od czterech lat w klasowym głosowaniu otrzymuje miano najpiękniejszej. Tak wiem to brzmi śmiesznie. Piętnastolatki bawiące się w jakieś durne zabawy ale to jest nasza klasowa tradycja. Robimy tak odkąd pamiętam. Ja na przykład raz byłam największą ofermą, a rok temu najbardziej śmieszną osobą w klasie. Zdecydowanie bardziej odpowiada mi ten drugi tytuł.
-
Hallo?
- Cześć Saw! Mam do ciebie prośbę.
- O co chodzi? - zapytałam entuzjastycznie.
- Jak wiesz nie było mnie dzisiaj w szkole, jestem chora a nie chce mieć zaległości i przepisywać wszystkiego na ostatnią chwile. Podrzuciłabyś mi zeszyty z dzisiaj? Była bym wdzięczna. - powiedziała błagalnie.
- Jasne. Nie ma sprawy niedługo wpadnę. - Am mieszkała jakieś 15 domów ode mnie, więc miałam po drodze. Po piętnastu minutach byłam już pod jej drzwiami. Wyjęłam zeszyty i zapukałam. Otworzyła mi jej mama.
- Dzień dobry! Przyniosłam Amelii zeszyty. Może pani je jej podać? - powiedziałam uśmiechając się.
- Witaj kochana. A może wejdziesz na chwilkę?
- Przepraszam, ale dzisiaj nie mogę. Przykro mi. - powiedziałam i podałam pani Mercury zeszyty. Wzięła je z moich rąk, uśmiechając się do mnie. Mamę Amelii znam odkąd pamiętam. Zawsze była piekła pyszne ciasta, które rozdawała sąsiadom. Zjadałam je sama nie zostawiając nic nikomu. Była naprawdę bardzo smaczne. Często też wybierałam się z mamą i rodziną Amelii nad jezioro Lough Ownel. Wspaniałe miejsce w sumie w Mullingar nie ma zbyt dużo atrakcji. To małe 10 tysięczne miasto. Nad jeziorem spędziłam chyba połowę swojego dzieciństwa. Zawsze zakopywaliśmy tatę Amelii i go zamęczałyśmy. Pan Mercury później udawał, że nie potrafi się wydostać. Wierzyłyśmy wtedy, że jesteśmy silne i mamy nadprzyrodzone moce. Czasem chciałabym wrócić do tamtych czasów.
Zamieniłam z mamą Amelii jeszcze kilka słów, pożegnałam się ładnie i ruszyłam do swojego domu.
- Cześć Saw! Mam do ciebie prośbę.
- O co chodzi? - zapytałam entuzjastycznie.
- Jak wiesz nie było mnie dzisiaj w szkole, jestem chora a nie chce mieć zaległości i przepisywać wszystkiego na ostatnią chwile. Podrzuciłabyś mi zeszyty z dzisiaj? Była bym wdzięczna. - powiedziała błagalnie.
- Jasne. Nie ma sprawy niedługo wpadnę. - Am mieszkała jakieś 15 domów ode mnie, więc miałam po drodze. Po piętnastu minutach byłam już pod jej drzwiami. Wyjęłam zeszyty i zapukałam. Otworzyła mi jej mama.
- Dzień dobry! Przyniosłam Amelii zeszyty. Może pani je jej podać? - powiedziałam uśmiechając się.
- Witaj kochana. A może wejdziesz na chwilkę?
- Przepraszam, ale dzisiaj nie mogę. Przykro mi. - powiedziałam i podałam pani Mercury zeszyty. Wzięła je z moich rąk, uśmiechając się do mnie. Mamę Amelii znam odkąd pamiętam. Zawsze była piekła pyszne ciasta, które rozdawała sąsiadom. Zjadałam je sama nie zostawiając nic nikomu. Była naprawdę bardzo smaczne. Często też wybierałam się z mamą i rodziną Amelii nad jezioro Lough Ownel. Wspaniałe miejsce w sumie w Mullingar nie ma zbyt dużo atrakcji. To małe 10 tysięczne miasto. Nad jeziorem spędziłam chyba połowę swojego dzieciństwa. Zawsze zakopywaliśmy tatę Amelii i go zamęczałyśmy. Pan Mercury później udawał, że nie potrafi się wydostać. Wierzyłyśmy wtedy, że jesteśmy silne i mamy nadprzyrodzone moce. Czasem chciałabym wrócić do tamtych czasów.
Zamieniłam z mamą Amelii jeszcze kilka słów, pożegnałam się ładnie i ruszyłam do swojego domu.
W
domu byłam tak mniej więcej przed siódmą. Zauważyłam, że mamy
nie ma. Poszłam do kuchni i zauważyłam karteczkę na lodówce. ''
Wyszłam z Mark'iem. Obiad masz w piekarniku. Mama '' i narysowała
serduszko. Zawsze je rysowała w takich sytuacjach. Nie wiem
dlaczego, pewnie z przyzwyczajenia. Mark to ten jej kolega z pracy, z
którym się spotyka. Jestem ciekawa jak wygląda. Zastanawiałam
się, czy jest jakimś sztywniakiem pod krawatem, czy może jest
całkiem wyluzowany i da się z nim porozmawiać na normalne tematy.
Starsze kobiety z dzieckiem zazwyczaj znajdują sobie jakiś
odpowiedzialnych, nudnych kolesi. Nie rozumiem tego kompletnie. Po co
się męczyć z jakimś krawaciarzem? Jakoś nie kręci mnie
rozmawianie o jakiś naukowcach, czy coś w tym stylu. O czym zapewne
rozmawiają tacy ludzie. Osobiście wolałabym być już sama.
Otworzyłam
piekarnik i wyjełam kurczaka. Nałożyłam sobie część na talerz
i odgrzałam. Po chwili usłyszałam dźwięk mikrofalówki
oznaczający, że danie już się podgrzało. Zabrałam talerz do
salonu i usiadłam na kanapie. Skorzystałam z tego, że mamy nie ma
w domu i mogę zjeść w salonie. Mama pod tym względem była bardzo
stanowcza. Wie, że jestem niezdarna i po prostu martwi się o
swoją piękna śnieżnobiała kanapę na która wydała
niewyobrażalną sumę pieniędzy. Włączyłam telewizor i
obejrzałam końcówkę '' Dwóch i pół ''. Później włączyłam
laptopa i przejrzałam facebook'a. Miałam dwie nieprzeczytane
wiadomości jedna od Amelii z podziękowaniem za zeszyty.
Zastanowiłam się dlaczego nie napisała sms'a albo nie zadzwoniła.
Ale doszłam do wniosku, że pewnie zostawiła gdzieś telefon i nie
chciało jej się wychodzić z łóżka. W każdym razie jak tam mam
jak jestem chora. Druga wiadomość była od...Jake'a!? Byłam
zaskoczona. Jake to adoptowany brat Amelii, rok od nas starszy. Jego
rodzice zginęli w wypadku gdy miał 8 lat. Przyjaźnili się z
rodzicami Amelii i poza nimi nie miał nikogo. Nie miał babci,
dziadka, cioci czy nawet dalekiego kuzynostwa. Rodzie Amelii to
bardzo mądrzy ludzie. Starali się o adopcje już tydzień po
śmierci jego rodziców. Procedury nie trwały długo. Po 2
tygodniach Jake zamieszkał z nimi. Jeżeli chodzi o jego wygląd
jest zupełnie inny niż Amelia. Chłopak ma brązowe kręcone włosy
i jest dość niski. Za to ma wielkie niebieskie oczy. Różnią się
paroma rzeczami, co nie jest dziwne, bo nie są prawdziwym
rodzeństwem, ale są równie sympatyczni i inteligentni. Oboje co
roku mają świadectwa z wyróżnieniem i biorą udział w prawie
każdym konkursie. Oboje są świetni w naukach ścisłych. Zupełnie
odwrotnie niż ja. Ja wolę przedmioty humanistyczne. Historię i
polski. Przepadam też za sztuką, chociaż Pani Bring strasznie mnie
denerwuje i czasami zdarza mi się nie pójść na jej lekcje. Kiedyś
ja, Trish i Jake przyjaźniliśmy się, ale z czasem przestaliśmy w
ogóle rozmawiać. Stało się tak dlatego, że Jake zmienił szkołę.
Ja i Trish straciłyśmy z nim kontakt. Po chwili znowu weszłam w
nieodebrane wiadomości kliknęłam nazwisko Jake'a. Przeczytałam:
''
Cześć
Saw,
dawno
się
nie
widzieliśmy.
Może
byśmy
się
spotkali
i
powspominali
dawne
czasy?
;)
''
Chwilę
zastanawiałam
się
co
mam
odpisać
i
czy
chcę
się
z
nim
spotkać.
Pomyślałam,
że
czemu
miała
bym
mu
odmówić,
w
końcu
znaliśmy
się
bardzo
dobrze
i
wiedziałam,
że
to
nie
jest
następny
koleś,
który
chce
mnie
poderwać.
Usiadłam
wygodnie
i
odpisałam
Jake'owi.''
Cześć
Jake!
Zaskoczyłeś
mnie!
Miło
było
by
się
znów
spotkać.
Tylko
kiedy?
:)
''
Chłopak odpisał mi momentalnie.'' Ty zdecyduj, mi pasuje każdy termin :) ''
Chwilę się zastanowiłam. Później zdałam sobie sprawę, że jutro po szkole mam cały dzień wolny.
'' Hm, może jutro? Po szkole mam wolne popołudnie :) ''
Chłopak odpisał mi momentalnie.'' Ty zdecyduj, mi pasuje każdy termin :) ''
Chwilę się zastanowiłam. Później zdałam sobie sprawę, że jutro po szkole mam cały dzień wolny.
'' Hm, może jutro? Po szkole mam wolne popołudnie :) ''
Chłopak
bardzo się ucieszył i umówiliśmy się, że jutro o piętnastej
podjedzie po mnie pod szkołę. Pisaliśmy tak ze sobą jeszcze dwie
godziny, o Amelii, o Trish, szkole i o jakiś głupotach. Pytał co u
mnie i mojej mamy. Rozmawialiśmy też o jego mamie. Nasze mamy
często razem przygotowywały dział smakołyków na lokalne festyny.
A ja i Jake zawsze je podjadaliśmy. Gdy zakończyliśmy rozmowę
poszłam wziąć prysznic. Umyłam głowę, a potem męczyłam się z
rozczesaniem moich splątanych loków. Czasami miałam wręcz dość
moich włosów, chciałam je skrócić, ale od tego pomysłu
odwodziła mnie Tri. Zawsze kochała moje długie, brązowe loki.
Nigdy nie mogłam ich rozczesać bez szarpania i bólu, a odżywki
ułatwiające rozczesywanie nic nie pomagały. Gdy wyszłam z
łazienki zauważyłam mamę na kanapie, która czytała nowy numer
Vogue'a.
- O mamo! I jak było? - zapytałam radośnie.
- Cześć kochanie. Uspokój się, powoli.- powiedziała. Patrzyłam się na nią z wielkim uśmiechem. Zauważyła, że czekam, aż mi wszystko opowie, więc zaczęła mówić.
- Hm, całkiem sympatycznie. Poszliśmy do kina na ''Spiderman'a, później coś zjeść. - odpowiedziała powstrzymując uśmiech. Pomyślałam, że musi być w nim zakochana jeżeli uśmiecha się na myśl o nim jak nastolatka. Poza tym uznałam, że Mark nie musi być aż taki straszny jeżeli ogląda Spiderman'a. Rozmawiałyśmy o jej randce a później o tym jak minął mój dzień. Oczywiście, nie przyznałam się co się wydarzyło w drogerii. Mama sprawdziła, czy na pewno kupiłam wszystko potrzebne na wyjazd, bo przecież zostały tylko 3 dni. Pewnie będę tęsknić za mama, a ona za mną. Zawsze jak nie śpię w domu, wieczorem o niej myślę i wysyłam jej sms na dobranoc. Rozmawiałyśmy ze sobą dobre dwie godziny. Potem położyłam się do łóżka. Myślałam trochę nad tym co dzisiaj się wydarzyło. Miałam dzisiaj ciekawy dzień. Modliłam się o to, żeby jutrzejszy przebiegł dużo spokojniej. Nie wiem w sumie kiedy zasnęłam.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Oto kolejny dzień :) Bardzo prosimy abyście pozostawiły po sobie jakiś ślad. Jeżeli nie w komentarzach to chociaż zagłosujcie w ankiecie :) To dla nas bardzo ważne :)
Diana&Miśka.
- O mamo! I jak było? - zapytałam radośnie.
- Cześć kochanie. Uspokój się, powoli.- powiedziała. Patrzyłam się na nią z wielkim uśmiechem. Zauważyła, że czekam, aż mi wszystko opowie, więc zaczęła mówić.
- Hm, całkiem sympatycznie. Poszliśmy do kina na ''Spiderman'a, później coś zjeść. - odpowiedziała powstrzymując uśmiech. Pomyślałam, że musi być w nim zakochana jeżeli uśmiecha się na myśl o nim jak nastolatka. Poza tym uznałam, że Mark nie musi być aż taki straszny jeżeli ogląda Spiderman'a. Rozmawiałyśmy o jej randce a później o tym jak minął mój dzień. Oczywiście, nie przyznałam się co się wydarzyło w drogerii. Mama sprawdziła, czy na pewno kupiłam wszystko potrzebne na wyjazd, bo przecież zostały tylko 3 dni. Pewnie będę tęsknić za mama, a ona za mną. Zawsze jak nie śpię w domu, wieczorem o niej myślę i wysyłam jej sms na dobranoc. Rozmawiałyśmy ze sobą dobre dwie godziny. Potem położyłam się do łóżka. Myślałam trochę nad tym co dzisiaj się wydarzyło. Miałam dzisiaj ciekawy dzień. Modliłam się o to, żeby jutrzejszy przebiegł dużo spokojniej. Nie wiem w sumie kiedy zasnęłam.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Oto kolejny dzień :) Bardzo prosimy abyście pozostawiły po sobie jakiś ślad. Jeżeli nie w komentarzach to chociaż zagłosujcie w ankiecie :) To dla nas bardzo ważne :)
Diana&Miśka.
Fantastyczne opowiadania :D z niecierpliwością czekam na dalsze przygody Sawanny :*
OdpowiedzUsuń