Nialler
Wstałem około godziny jedenastej. Poszedłem do łazienki i umyłem się. Zszedłem na dół i zauważyłem mamę pakującą moja walizkę. Cieszyłem się na wyjazd. Londyn jest wspaniałym miastem. Byłem tam dwa lata temu. Oczywiście nie tylko to mnie cieszyło. Miałem spędzić tydzień z ładną dziewczyną. No fakt nie wiem kto to, nigdy jej nie widziałem. Ale ciocia opowiadała mi o niej. Jeśli jest tak ładna i miła jak mówiła to na pewno będę zadowolony z wyjazdu.
- O nareszcie wstałeś. Śniadanie masz na stole. - powiedziała mama.
- Zimne?
- No a co ty myślisz, że przez dwie godziny by nie wystygło?
- Trzeba było mnie obudzić. - powiedziałem pod nosem i poszedłem do kuchni zjeść.
Na stole stał talerz z zimnymi parówkami w serze, złapałem za niego i wrzuciłem jedzenie do kosza. Podszedłem do lodówki, otworzyłem ją i zastanawiałem się co zjeść.
- Modlisz się do tej lodówki? - powiedziała mama. Nie odpowiedziałem chwyciłem ser wyjąłem go i podszedłem do blatu. Po chwili mama znowu zaczęła. - Ubierz się. Mówiłam ci żebyś nie chodził po domu w samych bokserkach. Mam nadzieje, że chociaż w tym Londynie nie będziesz się obnażał.
- Nie moja wina, że tak mi wygodnie.
- Zawsze musisz być taki opryskliwy z rana? - powiedziała i spojrzała się na mnie wymownie.
- Nie wyspałem się.
- Wstałeś prawie w południe i się nie wyspałeś? Tak to jest jak chodzi się spać o tak późnych godzinach.
- Wcale nie poszedłem późno spać. - powiedziałem ziewając.
- Jak dla ciebie druga czy trzecia w nocy to nie jest późno...
- Dobrze mamo daj już spokój.
- Idę zrobić pranie. A no tak! Zapomniałabym, jak zjesz idź tacie pomóc przy samochodzie.
- Coś się stało?
- Nic, tylko macie wymienić opony.
- Tak szybko?
- Wczoraj zapowiadali śnieg na przyszły tydzień.
- No okej... - powiedziałem obojętnie i sięgnąłem po chleb z tostera.
- Ała! Cholera jakie gorące! - krzyknąłem i rzuciłem tosty na talerz.
- Niall nie wyrażaj się!
- Dobrze, dobrze nie denerwuj się mamo.
Nałożyłem na tosty ser, polałem keczupem i usiadłem przy stole. Szybko zjadłem śniadanie. Usiadłem na chwilę i włączyłem komputer. Wpisałem w wyszukiwarkę facebook i po chwili się zalogowałem. Miałem jedną nie przeczytaną wiadomość. Otworzyłem skrzynkę odbiorczą i przeczytałem. Wiadomość była od Vanessy, mojej koleżanki ze szkoły. Dziewczyna codziennie mnie zamęczała. Wypisywała jakieś głupoty, miałem już jej dość. Nie chciałem ciągnąć tej znajomości, ale nie miałem odwagi jej tego powiedzieć. Vanessa jest we mnie zakochana po uszy, przynajmniej tak twierdzi. Jest całkiem ładna, ale moim zdaniem to kolejna dziewczyna, która leci na to, że gram w szkolnej drużynie. Każda dziewczyna, z którą byłem okazywała się szczerze mówiąc, pustą lalą. Najważniejszy był dla nich popularność i imprezy. Dawno z nikim nie byłem. Nie dlatego, że nie chcę, ale potrzebuję dziewczyny, w której tak naprawdę się zakocham. Takiej, która będzie i mądra i ładna. Niestety jak na razie takiej nie spotkałem, albo w ogóle takie nie istnieją. Postanowiłem nie odpisywać Vanessie. Stwierdziłem, że może da mi wtedy spokój. Zauważyłem, że jest dostępna i szybko się wylogowałem, żeby znowu do mnie nie niedopadła. Wyłączyłem komputer i zszedłem na dół. Wszedłem do salonu i zauważyłem tatę siedzącego w fotelu z ulubioną gazetą. Zawsze w niedziele o tej porze czytał. Mówił, że to jedyna chwila dla niego kiedy nie musi iść do pracy i może się zrelaksować. Dlatego postanowiłem mu nie przeszkadzać. Położyłem się na kanapie, chwyciłem za komórkę i zacząłem grać w angry birds. Po chwili tata skończył czytać i odłożył gazetę.
- Mama mówiła, że mamy wymienić opony czy coś.
- No tak dobrze, że mi przypomniałeś. Chodź, szybko je zmienimy, bo później mama chce jechać na zakupy. Jak się nie wyrobimy to mnie zabije. - powiedział tata i uśmiechnął się do mnie. Ubraliśmy się i wyszliśmy przed dom. Tata otworzył garaż i przynieśliśmy opony i klucze.
- I co tam? Jak sprawy miłosne? - zapytał tata z uśmiechem odkręcając oponę.
- Co, zebrało ci się na męską rozmowę? - odrzekłem również z uśmiechem.
- No kiedyś trzeba. To jak? Dawno żadnej dziewczyny nie przyprowadzałeś do domu. Nialler, może zmieniłeś orientację? - powiedział tata i zaśmiał się.
- Tak jasne, a Conor to mój chłopak. Wiesz co, ty jak czasem coś wymyślisz to można się załamać. Po prostu nie poznałem żadnej odpowiedniej.
- Widzę wybredny jesteś. Masz to po swojej mamusi.
- Nie, po prostu chcę żeby to był ktoś wyjątkowy.
- Dojrzałeś synu. - powiedział tata i klepnął mnie w plecy.
- Już jakiś czas temu.
- No to masz po mnie.
- Ale co? - spytałem.
- Dojrzałość.
- Haha na pewno! Mama opowiadała mi jaki byłeś w młodości.
- Ta to ma długi język. - powiedział tata śmiejąc się.
- Kto ma długi język? - nagle za naszymi plecami pojawiła się mama.
- Nikt, nikt. - odpowiedział szybko tata,
- Wszystko słyszałam! - powiedziała mama z uśmiechem uderzając tatę ścierką, którą trzymała. - Pośpieszcie się chłopcy chcę przed piątą wrócić z zakupów. - powiedziała i wróciła do domu.
-Ta mama. Nie dziwię się, że jesteś taki wybredny. Ja na twoim miejscu też bym uważał, żeby nie trafić na taki typ jak mama. Takie są najgorsze.- powiedział tata śmiejąc się razem ze mną. Lubię swoich rodziców. Mają poczucie humoru i nie są sztywni jak niektórzy. Bardzo rzadko się kłócą, a jeżeli już to robią to szybko się godzą. Uwinęliśmy się z tatą z oponami w godzinę. Musieliśmy jeszcze napompować zmienione. Później rodzice pojechali na zakupy. Ja włączyłem TV i położyłem się na kanapie. Po paru minutach postanowiłem zaprosić Conora. Złapałem za telefon i zadzwoniłem do przyjaciela.
- Siema. Co robisz? Wbijaj do mnie. Zagramy w FIFE 12 na xboxie.
- No takiej propozycji nie można odmówić. Niedługo będę.
- Dobra czekam. - powiedziałem i rozłączyłem się. Oglądałem ''16 and pregnant'' na MTV. Zastanawiam się jak można być tak głupim i w wieku szesnastu lat zajść w ciąże. Zresztą niektóre laski w tym programie są tak okropne, że zastanawiam się, jak w ogółe ktoś chciał z nimi TO robić. Po chwili usłyszałem dzwonek do drzwi.
- WEJDŹ! - krzyknąłem na cały dom.
- Siema. To co gotowy na bolesną przegraną? - powiedział Conor rzucając kurtkę na fotel.
- Chyba ty! - odpowiedziałem i podałem mu jednego pada. Załączyliśmy grę i zaczęliśmy grać. Nie minęło pięć minut, a już strzeliłem gola koledze.
- Gool! I kto tu dostaje w tyłek!?
- Dobra, dobra zaraz się odegram! - opowiedział Conor. Graliśmy w ciszy po chwili Con zaczął. - Wiesz co stary powinnyśmy znaleźć sobie jakieś dziewczyny.
- Co, za długa przerwa już nie możesz wytrzymać bez ''potrzeb'' ? - zaśmiałem się.
- W sumie to też, ale wiesz o co mi chodzi.
- Aaa rozumiem spodobała ci się jakaś. Która to?
- Nie wiem czy znasz. Amelia ta z młodszej klasy.
- Zimne?
- No a co ty myślisz, że przez dwie godziny by nie wystygło?
- Trzeba było mnie obudzić. - powiedziałem pod nosem i poszedłem do kuchni zjeść.
Na stole stał talerz z zimnymi parówkami w serze, złapałem za niego i wrzuciłem jedzenie do kosza. Podszedłem do lodówki, otworzyłem ją i zastanawiałem się co zjeść.
- Modlisz się do tej lodówki? - powiedziała mama. Nie odpowiedziałem chwyciłem ser wyjąłem go i podszedłem do blatu. Po chwili mama znowu zaczęła. - Ubierz się. Mówiłam ci żebyś nie chodził po domu w samych bokserkach. Mam nadzieje, że chociaż w tym Londynie nie będziesz się obnażał.
- Nie moja wina, że tak mi wygodnie.
- Zawsze musisz być taki opryskliwy z rana? - powiedziała i spojrzała się na mnie wymownie.
- Nie wyspałem się.
- Wstałeś prawie w południe i się nie wyspałeś? Tak to jest jak chodzi się spać o tak późnych godzinach.
- Wcale nie poszedłem późno spać. - powiedziałem ziewając.
- Jak dla ciebie druga czy trzecia w nocy to nie jest późno...
- Dobrze mamo daj już spokój.
- Idę zrobić pranie. A no tak! Zapomniałabym, jak zjesz idź tacie pomóc przy samochodzie.
- Coś się stało?
- Nic, tylko macie wymienić opony.
- Tak szybko?
- Wczoraj zapowiadali śnieg na przyszły tydzień.
- No okej... - powiedziałem obojętnie i sięgnąłem po chleb z tostera.
- Ała! Cholera jakie gorące! - krzyknąłem i rzuciłem tosty na talerz.
- Niall nie wyrażaj się!
- Dobrze, dobrze nie denerwuj się mamo.
Nałożyłem na tosty ser, polałem keczupem i usiadłem przy stole. Szybko zjadłem śniadanie. Usiadłem na chwilę i włączyłem komputer. Wpisałem w wyszukiwarkę facebook i po chwili się zalogowałem. Miałem jedną nie przeczytaną wiadomość. Otworzyłem skrzynkę odbiorczą i przeczytałem. Wiadomość była od Vanessy, mojej koleżanki ze szkoły. Dziewczyna codziennie mnie zamęczała. Wypisywała jakieś głupoty, miałem już jej dość. Nie chciałem ciągnąć tej znajomości, ale nie miałem odwagi jej tego powiedzieć. Vanessa jest we mnie zakochana po uszy, przynajmniej tak twierdzi. Jest całkiem ładna, ale moim zdaniem to kolejna dziewczyna, która leci na to, że gram w szkolnej drużynie. Każda dziewczyna, z którą byłem okazywała się szczerze mówiąc, pustą lalą. Najważniejszy był dla nich popularność i imprezy. Dawno z nikim nie byłem. Nie dlatego, że nie chcę, ale potrzebuję dziewczyny, w której tak naprawdę się zakocham. Takiej, która będzie i mądra i ładna. Niestety jak na razie takiej nie spotkałem, albo w ogóle takie nie istnieją. Postanowiłem nie odpisywać Vanessie. Stwierdziłem, że może da mi wtedy spokój. Zauważyłem, że jest dostępna i szybko się wylogowałem, żeby znowu do mnie nie niedopadła. Wyłączyłem komputer i zszedłem na dół. Wszedłem do salonu i zauważyłem tatę siedzącego w fotelu z ulubioną gazetą. Zawsze w niedziele o tej porze czytał. Mówił, że to jedyna chwila dla niego kiedy nie musi iść do pracy i może się zrelaksować. Dlatego postanowiłem mu nie przeszkadzać. Położyłem się na kanapie, chwyciłem za komórkę i zacząłem grać w angry birds. Po chwili tata skończył czytać i odłożył gazetę.
- Mama mówiła, że mamy wymienić opony czy coś.
- No tak dobrze, że mi przypomniałeś. Chodź, szybko je zmienimy, bo później mama chce jechać na zakupy. Jak się nie wyrobimy to mnie zabije. - powiedział tata i uśmiechnął się do mnie. Ubraliśmy się i wyszliśmy przed dom. Tata otworzył garaż i przynieśliśmy opony i klucze.
- I co tam? Jak sprawy miłosne? - zapytał tata z uśmiechem odkręcając oponę.
- Co, zebrało ci się na męską rozmowę? - odrzekłem również z uśmiechem.
- No kiedyś trzeba. To jak? Dawno żadnej dziewczyny nie przyprowadzałeś do domu. Nialler, może zmieniłeś orientację? - powiedział tata i zaśmiał się.
- Tak jasne, a Conor to mój chłopak. Wiesz co, ty jak czasem coś wymyślisz to można się załamać. Po prostu nie poznałem żadnej odpowiedniej.
- Widzę wybredny jesteś. Masz to po swojej mamusi.
- Nie, po prostu chcę żeby to był ktoś wyjątkowy.
- Dojrzałeś synu. - powiedział tata i klepnął mnie w plecy.
- Już jakiś czas temu.
- No to masz po mnie.
- Ale co? - spytałem.
- Dojrzałość.
- Haha na pewno! Mama opowiadała mi jaki byłeś w młodości.
- Ta to ma długi język. - powiedział tata śmiejąc się.
- Kto ma długi język? - nagle za naszymi plecami pojawiła się mama.
- Nikt, nikt. - odpowiedział szybko tata,
- Wszystko słyszałam! - powiedziała mama z uśmiechem uderzając tatę ścierką, którą trzymała. - Pośpieszcie się chłopcy chcę przed piątą wrócić z zakupów. - powiedziała i wróciła do domu.
-Ta mama. Nie dziwię się, że jesteś taki wybredny. Ja na twoim miejscu też bym uważał, żeby nie trafić na taki typ jak mama. Takie są najgorsze.- powiedział tata śmiejąc się razem ze mną. Lubię swoich rodziców. Mają poczucie humoru i nie są sztywni jak niektórzy. Bardzo rzadko się kłócą, a jeżeli już to robią to szybko się godzą. Uwinęliśmy się z tatą z oponami w godzinę. Musieliśmy jeszcze napompować zmienione. Później rodzice pojechali na zakupy. Ja włączyłem TV i położyłem się na kanapie. Po paru minutach postanowiłem zaprosić Conora. Złapałem za telefon i zadzwoniłem do przyjaciela.
- Siema. Co robisz? Wbijaj do mnie. Zagramy w FIFE 12 na xboxie.
- No takiej propozycji nie można odmówić. Niedługo będę.
- Dobra czekam. - powiedziałem i rozłączyłem się. Oglądałem ''16 and pregnant'' na MTV. Zastanawiam się jak można być tak głupim i w wieku szesnastu lat zajść w ciąże. Zresztą niektóre laski w tym programie są tak okropne, że zastanawiam się, jak w ogółe ktoś chciał z nimi TO robić. Po chwili usłyszałem dzwonek do drzwi.
- WEJDŹ! - krzyknąłem na cały dom.
- Siema. To co gotowy na bolesną przegraną? - powiedział Conor rzucając kurtkę na fotel.
- Chyba ty! - odpowiedziałem i podałem mu jednego pada. Załączyliśmy grę i zaczęliśmy grać. Nie minęło pięć minut, a już strzeliłem gola koledze.
- Gool! I kto tu dostaje w tyłek!?
- Dobra, dobra zaraz się odegram! - opowiedział Conor. Graliśmy w ciszy po chwili Con zaczął. - Wiesz co stary powinnyśmy znaleźć sobie jakieś dziewczyny.
- Co, za długa przerwa już nie możesz wytrzymać bez ''potrzeb'' ? - zaśmiałem się.
- W sumie to też, ale wiesz o co mi chodzi.
- Aaa rozumiem spodobała ci się jakaś. Która to?
- Nie wiem czy znasz. Amelia ta z młodszej klasy.
- Nie kojarzę
- No taka blondynka. Siostra Jake'a.
- Aa trzeba było tak od razu. No może być.
- No nie mów, że ci się nie podoba.
- Nie mój gust.
- Nie twój gust? Od kiedy nie podobają ci się wysokie blondynki?
- Od kiedy odkryłem, że wszystkie są puste.
- Nie wszystkie. Mam nadzieje, że Amelia nie. - powiedział szczerząc się.
- Gadałeś już z nią?
- Nie jeszcze nie. To znaczy chciałem, szukałem jej w piątek, ale chyba jej nie było w szkole. A tobie która się podoba?
- No taka blondynka. Siostra Jake'a.
- Aa trzeba było tak od razu. No może być.
- No nie mów, że ci się nie podoba.
- Nie mój gust.
- Nie twój gust? Od kiedy nie podobają ci się wysokie blondynki?
- Od kiedy odkryłem, że wszystkie są puste.
- Nie wszystkie. Mam nadzieje, że Amelia nie. - powiedział szczerząc się.
- Gadałeś już z nią?
- Nie jeszcze nie. To znaczy chciałem, szukałem jej w piątek, ale chyba jej nie było w szkole. A tobie która się podoba?
- Gooooool! 2:0! Ktoś tu nie
umie grać. – wydarłem się unikając odpowiedzi.
- Daje ci fory.
- Tak, tłumacz się.
- Spadaj grubasie!
- Haha!
- To jak kto ci się podoba?
- Mi? Żadna.
- No a Sawanna? Myślałem, że ty z nią coś ten.
- Z Sawanna? Nie. To znaczy wydaje się miła, ale jest strasznie zdystansowana.
- Przesadzasz.
- Może. Zresztą nawet jej za bardzo nie znam.
- Też mi problem. Ja Amelii też nie znam i nie stwarzam problemu. Od kiedy ty się taki wybredny jesteś?
- Jesteś kolejną osobą, która mi to mówi.
- Widzisz czyli zastanów się nad tym. Sawanna to ładna laska. Fajne ma te loczki. Pogadaj z nią.
- Dobra, na razie to ja spędzę tydzień w Londynie z jakąś mam nadzieje ładną dziewczyną.
- Ej no właśnie. Wiesz kto to?
- Nie mam pojęcia. Ciotka coś tam o niej opowiadała.
- A jak ma na imię?
- No skąd mam wiedzieć?
- No twoja ciocia na pewno mówiła.
- Nie wiem, nie pamiętam.
- Jest! 2:1. Doganiam cię kolego!
- No, no. Poczekaj zaraz ci pokaże.
- Jasne.
Graliśmy tak jeszcze jakiś czas. W końcu przyszli moi rodzice. Właściwie tylko mama, bo tata pojechał do wujka.
- O cześć chłopcy.
- Dzień Dobry! - krzyknął Conor.
- Pewnie jesteście głodni. Zaraz wam coś zrobię.
- O tak! To jest dobry pomysł mamo.
Po paru minutach mama przyniosła nam cały talerz kanapek.
- Daje ci fory.
- Tak, tłumacz się.
- Spadaj grubasie!
- Haha!
- To jak kto ci się podoba?
- Mi? Żadna.
- No a Sawanna? Myślałem, że ty z nią coś ten.
- Z Sawanna? Nie. To znaczy wydaje się miła, ale jest strasznie zdystansowana.
- Przesadzasz.
- Może. Zresztą nawet jej za bardzo nie znam.
- Też mi problem. Ja Amelii też nie znam i nie stwarzam problemu. Od kiedy ty się taki wybredny jesteś?
- Jesteś kolejną osobą, która mi to mówi.
- Widzisz czyli zastanów się nad tym. Sawanna to ładna laska. Fajne ma te loczki. Pogadaj z nią.
- Dobra, na razie to ja spędzę tydzień w Londynie z jakąś mam nadzieje ładną dziewczyną.
- Ej no właśnie. Wiesz kto to?
- Nie mam pojęcia. Ciotka coś tam o niej opowiadała.
- A jak ma na imię?
- No skąd mam wiedzieć?
- No twoja ciocia na pewno mówiła.
- Nie wiem, nie pamiętam.
- Jest! 2:1. Doganiam cię kolego!
- No, no. Poczekaj zaraz ci pokaże.
- Jasne.
Graliśmy tak jeszcze jakiś czas. W końcu przyszli moi rodzice. Właściwie tylko mama, bo tata pojechał do wujka.
- O cześć chłopcy.
- Dzień Dobry! - krzyknął Conor.
- Pewnie jesteście głodni. Zaraz wam coś zrobię.
- O tak! To jest dobry pomysł mamo.
Po paru minutach mama przyniosła nam cały talerz kanapek.
- Mam nadzieje, że będą smakowały.
– powiedziała mama odchodząc.
- Tak jak zawsze proszę
pani. – powiedział Conor
- To co, może gdzieś
wyskoczymy – zapytałem biorąc kanapkę z talerza.
- Jasne, czemu nie. –
odpowiedział Conor obojętnym tonem.
Szybko zjadłem kanapkę,
wziąłem drugą do ręki i skierowałem się w stronę wyjścia. Conor po chwili do
mnie dołączył. Założyłem buty trzymając w buzi kanapkę i narzuciłem na siebie
grubszą bluzę. Krzyknąłem tylko mamie, że wychodzimy i wybiegliśmy na ulice.
- To co, jaki jest nasz
dzisiejszy cel? – zapytałem
- Park? Podobno coś się tam
dzisiaj dzieje.
- Niemożliwe. Tu coś się
dzieje? – zapytałem z niedowierzaniem
- No to jak? – zapytał mnie
ponownie kolega
- Jasne. – rzuciłem i
ruszyliśmy w kierunku parku.
Gdy już doszliśmy, nad samym
wejściem do parku wisiał szyld: Happy Birthday Devon Murray”. Przystanęliśmy na chwile przed nim, a potem usłyszałem
krzyk Conora:
- Stary, ten koleś grał w Harrym Poterze! – chłopak stał wpatrzony z
wielkim bananem na twarzy w zdjęcie Devon’a, które było umieszczone obok szyldu.
- Jakoś nie jestem wielkim fanem Harrego Pottera. – odpowiedziałem bez
entuzjazmu.
- Wiem, ale ja jestem. Człowieku on jest tutaj, w naszym mieście, na tej
samej ziemi na, której ja stoję, rozumiesz to!!! – chłopak krzyczał i biegał
wokół mnie jak oszalały ciesząc się jak małe dziecko. Widząc jak robi z siebie
pośmiewisko dla osób trzecich, podszedłem do niego i powiedziałem:
- Idioto opanuj się! Wszyscy się na ciebie gapią. – po chwili chłopak
obrócił się dookoła i zobaczył grupę dzieci i jakiś starszych osób, które
wpatrywały się na niego jak na co najmniej uciekiniera z psychiatryka. - Ciesz
się, że nie ma tu żadnych fajnych lasek. – powiedziałem do niego i poszedłem
dalej kierując się w głąb parku.
- Hey, czekaj na mnie! – krzyczał za mną, a ja tylko dodałem:
- Nie znam cię psycholu.
- Wielkie dzięki. – odpowiedział zrezygnowany.
Gdy już mnie dogonił postanowiliśmy dowiedzieć się więcej o
tym co się tu dzieje.
- To kogo się pytamy? – zapytałem Conora. Nie słyszałem
odpowiedzi, więc odwróciłem się w jego stronę, ale jego już przy mnie nie było.
Rozejrzałem się dookoła i ujrzałem go siedzącego na krześle obok jakieś laski.
– Cwaniak. – prychnąłem i ruszyłem w jego kierunku, kiedy nagle zobaczyłem
Sawanne, Amelie i jeszcze jakąś dziewczynę zmierzające w wprost na mnie.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Szczęśliwego NOWEGO ROKU. W końcu wstawiłyśmy coś nowego. Mamy nadzieje, że wam się podoba. Mamy dużo poprawek i tak dalej, bo za tydzień kończymy półrocze, więc we ferie będzie na pewno dodanych kilka rozdziałów. Miłego weekendu.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Szczęśliwego NOWEGO ROKU. W końcu wstawiłyśmy coś nowego. Mamy nadzieje, że wam się podoba. Mamy dużo poprawek i tak dalej, bo za tydzień kończymy półrocze, więc we ferie będzie na pewno dodanych kilka rozdziałów. Miłego weekendu.
Genialne genialne genialne! wbijesz? http://itisnevertolatetomend.blogspot.com/ :)
OdpowiedzUsuń