wtorek, 22 stycznia 2013

Rozdział 8

Nialler

Kierowaliśmy się w stronę nie dużego jeziora w centrum parku. Dzisiaj cały teren został specjalnie ozdobiony kolorowymi lampkami umieszczonych na koronach drzew i wokół pni. Gdy zaczęło już się ściemniać, rozjaśniały uliczki. Porozstawiano także małe budki, w których można było wypożyczyć sobie koc i kosz piknikowy z prowiantem.
- Hey, to może wypożyczymy jeden? – spytałem się dziewczyny, której pomysł się spodobał. Całe szczęście, bo zacząłem robić się już głodny. Wypożyczyliśmy jeden i rozłożyliśmy koc blisko jeziora, tak, aby można było podrzucać pływającym kaczką i łabędzią kawałki chleba.
- Na co masz ochotę? – zapytałem Sawanne przeglądając zawartość koszyka.
- A co tam jest?
- Mamy kanapki z serem, warzywami, z mięsem, jakieś zielsko, chipsy, orzeszki i …
- Żelki! – krzyknęła, wyjmując je z kosza.
- Spokojnie. – powiedziałem, a Saw już przeżuwała pierwszego żelkowego misia.
- Sorry, ale kocham żelki. – mówiła do mnie, wciąż go przeżuwając.
- Wariatka. – odpowiedziałem cicho się śmiejąc. Wyciągnąłem jedną kanapkę i zacząłem ją pożerać, w obawie, że zaraz zacznie mi burczeć w brzuchu tak głośno, że ludzie w obrębie dwóch kilometrów mogliby to usłyszeć.
-Conor jest fajnym kolesiem, co? – dziewczyna spytała mnie po chwili.
- Tak, a o co chodzi? Podoba ci się? – spytałem, mając głęboką nadzieje, że to nie prawda. Ale raczej gdyby tak było, poszła by z nim i Amelią oglądać Harrego Poterra.
- Definitywnie nie. Tak po prostu pytam. – odpowiedziała urywając. Rozmowa jakoś nie chciała się kleić, może dlatego, że czuliśmy się nieswojo w swoim towarzystwie. Tak naprawdę to, pierwszy raz zostaliśmy na osobności sami przez dłuższy czas. Postanowiłem szybko coś wymyślić, żeby nie było drętwo.
- Zagrajmy w coś. – zaproponowałem po chwili.
- W co chciałbyś zagrać? – zapytała zaintrygowana.
- Prawda czy wyzwanie? – powiedziałem po zastanowieniu się.
- A co takiego chciałbyś o mnie wiedzieć? – zbliżyła się do mnie i uniosła brwi.
- Czy ci się podobam? – nie zdążyłem ugryźć się w język, zanim cokolwiek powiedziałem. Jej oczy mnie zahipnotyzowały. Dziewczyna odruchowo się cofnęła i poczerwieniała. Nie wiedziałem, czemu i chyba nie było mi dane się dowiedzieć.
- Niech zostanie to tajemnicą, dobra?
- Nie wiem ile wytrzymam. – odpowiedziałem.
- A ty?
- Co ja?
- Podobam ci się? – zapytała ponownie się zbliżając.
- To się okażę.
- Hah. – zaśmiała się i położyła na kocu. – To tak sobie ze mną pogrywasz, okey.
- Tak samo jak ty ze mną. – odpowiedziałem broniąc się.
- Ile miałeś dziewczyn? – rzuciła po chwili. Jej pytanie mnie zaskoczyło, ale postanowiłem odpowiedzieć.
- Sześć, nie licząc tych z przedszkola, wiesz byłem przystojniakiem.
- Zapewne, zresztą wciąż nim jesteś – zaśmialiśmy się razem. - Czemu nie jesteś żadną z nich teraz? – spytała poważniejszym tonem.
- Po prostu żadna z nich nie była tą jedyną.
- Coś o tym wiem. – uśmiechnęła się smutno.
- Ty też nie spotkałaś swojego księcia z bajki?
- Powiedzmy że to on nie z nalazł we mnie swojej księżniczki. – dziewczyna nie miała ochoty dalej o tym mówić, widziałem to w jej oczach. Pozostawiłem nie drążyć tematu. Siedzieliśmy w ciszy. Potem Sawanna usiadła, wzięła kawałek pieczywa, wstała i odeszła kawałek dalej, by przywołać ptaki.
- Chyba się ciebie boją. – powiedziałem, a ona tylko wytknęła język. Weszła na pomost, który prowadził przez prawie sam środek jeziora na przeciwległy brzeg. Stanęła na mniej więcej jego połowie i przykucnęła na samej jego krawędzi. Ptaki zaczęły podpływać, kiedy jeden łabędź wtargnął między kaczki, kierując się chęcią zabrania  pożywienia i czym szybciej chciał odebrać przeciwnikom kawałek chleba. Sawanna wciąż trzymała kromkę w ręku, gdy łabędź nieoczekiwanie napadł na jej rękę i zabrał swój cel. Dziewczyna zachwiała się i z głośnym pluskiem wpadła do wody.
- Sawanna! – krzyknąłem, szybo zdjąłem bluzę i buty w biegu. Rzuciłem je na trawę i czym prędzej pobiegłem dziewczynie na ratunek. Wbiegłem na pomost, ale nie widziałem żadnego śladu po niej. Wskoczyłem za nią. Zanurkowałem. Jezioro było dość głębokie. Zauważyłem Saw, która była już pół metra pode mną. Podpłynąłem do niej i objąłem ją jedną ręką za talię. Wypłynąłem z nią na powierzchnię. Zaczerpnąłem powietrza. Chwilę potrwało, aż zorientuję się gdzie jestem. Kilka osób stało już obok jeziora, a jedna z nich płynęła już w naszym kierunku. Pomogli mi ją wyciągnąć na brzeg. Sam wyszedłem z wody i uklęknąłem obok niej. W sumie to nie miałem pojęcia co teraz zrobić. Jeden mężczyzna uklęknął po jej drugiej stronie i zaczął resuscytację.
- Będziesz robił wdechy. – rozkazał mi, a ja posłuchałem. Starałem sobie przypomnieć lekcje edukacji dla bezpieczeństwa, na których w nieskończoność powtarzaliśmy to co powinniśmy robić w takiej sytuacji. Wiedziałem, że muszę jej pomóc. Wykonywałem wdechy, tak jak tysiące razy wcześniej na zajęciach, po tym jak mężczyzna skończył uciskać jej klatkę piersiową. Całość to był jeden wielki zamęt. Słyszałem jak jakaś kobieta z tyłu dzwoni po karetkę, zdaję sprawozdanie z tego co się stało. Nic więcej nie pamiętam. Reszta to były tylko urywki, obrazy z tej sceny. Chyba sam  po jakimś czasie zemdlałem, bo gdy mnie od niej odsunęli upadłem na ziemię. Potem obudziłem się w szpitalu.
-----------------------------------------------------------------------------------
Mamy następny rozdział.Odpowiadajcie na pytania pod postem Liebster award i bierzcie udział w ankietach. Mamy nadzieje, że wam się podoba. Bunty zgłaszać w komentarzach. Jeżeli ktos chciałby być informowany o nowych wpisach wystarczy napisać w komentarzu. D&M

2 komentarze:

  1. Noo kurde, w taki momencie? :D odcinek świetny :) Mam nadzieje że nic im nie będzie :) Czekam na kolejny :* Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  2. jak zawsze cudowny *_* czekam na następny :D

    OdpowiedzUsuń

Proszę o zostawienie komentarza to dla nas bardzo ważne :) możecie również wstawiać linki z waszymi blogami :)