poniedziałek, 4 lutego 2013

Rozdział 10

Nialler

Rano obudziło mnie pukanie do drzwi. Dobra to nie było rano. Była już trzecia po południu. Krzyknąłem proszę i opadłem z powrotem na poduszkę.
- Cześć stary. – usłyszałem głos swojego przyjaciela
- Hey Conor. – powiedziałem odwracając się przodem do niego. Wtedy zauważyłem, że przed moim łóżkiem stoi Sawanna.
- Cześć. – powiedziała cicho. – usiadłem na łóżku. Nawet nie zmieniłem od wczoraj ubrania.
- Jak się czujesz? – spytałem ją, ale widać było, że całkiem nieźle.
- Jest dobrze. Przynajmniej żyję. – uśmiechnęła się.
- Co stało się z twoim głosem?
- To przez tą wodę w jeziorze. Była zanieczyszczona i widzisz bakterie zrobiły swoje.
- Cieszę się, że jesteś cała. – spojrzałem na nią i widziałem na jej twarzy coś, czego nie potrafiłem wytłumaczyć. Widziałem gniew? Dlaczego? Chciałem porozmawiać z nią na osobności, ale nie mogłem tak po prostu spławić Conora.
- Jak się tu znalazłaś? – zapytałem po chwili
- Conor mnie przyprowadził. – wyjaśniła
- Próbowałem się do ciebie wczoraj dodzwonić, ale nie mogłem, wiec Amelia dała mi numer Sawanny. I zadzwoniłem do niej. Okazało się, że wydarzył się mały wypadek, a wtedy Saw poprosiła mnie, żebym z nią do ciebie przyszedł.
- Mój telefon się utopił. – oznajmiłem. Nie miałem nic więcej do powiedzenia. Conor jeszcze tylko chciał się upewnić czy wszystko na pewno jest w porządku. Wiedział, że mamy z Sawanną sprawy do omówienia, więc wrócił do domu.
- Trzymaj się, wpadnę jeszcze wieczorem. – powiedział na koniec i wyszedł.
Siedzieliśmy w ciszy. Patrzyliśmy się na siebie i, no właśnie nic. Potem ujrzałem pojedynczą łzę spływająca po jej policzku.
- Hey, nie płacz. – powiedziałem i podszedłem do niej, klękając przy fotelu na którym siedziała.
- Nie każdy by się na to zdobył. – powiedziała tylko i zalała się łzami. Postanowiłem ją przytulić i pozwolić wypłakać w ramie, bo nic innego mi nie pozostało. Gdy w końcu przestała zaproponowałem:
- Przejdziemy się, spacer dobrze nam zrobi. – potaknęła tylko i wytarła twarz w chusteczkę.
        Szliśmy uliczkami w mojej okolicy. Sawanna chyba znów próbowała powstrzymać atak płaczu. Wciąż  miała ten sam wyraz twarzy, jaki miała w moim domu. Nie chciałem owijać w bawełnę, wiec po prostu się spytałem.
- Czemu jesteś zła?
- A czemu miałabym nie być? – nie rozumiałem jej. Na co była wściekła?
- O co chodzi? – zatrzymałem się i zmusiłem ją do tego samego. Spojrzała mi w oczy.
- Nie rozumiesz.
- Nie.
- Jestem zła, bo sama stwarzam problemy, przez które ludzie muszą cierpieć.
- Kto niby cierpi? – zapytałem. Że niby ja?
- Tak ty, wiem co ci chodzi po głowie.
- Wiesz, że to nie prawda. Wykąpałem się i tyle.
- Jestem niezdarą. Zaczyna mnie to irytować, zawsze musze coś spieprzyć.
- Nie mów tak. Wypadki się zdarzają. Uważam, że winę ponosi ten łabędź, a nie ty. – uśmiechnąłem się do niej łagodnie. Dziewczyna nie wiedziała co odpowiedzieć. Usiadła na krawężniku.
- Kiedy wyszłaś ze szpitala? – zapytałem po chwili
- Dziś rano. Zrobili wszystkie badania, chcieli mnie jeszcze zatrzymać na jeden dzień, ale ja tam nie mogłam dłużej wytrzymać.
- Tak jak ja. Nie lubię szpitali. Coś nas łączy.
- Nienawiść. – powiedziała. Uśmiech momentalnie zginął z jej twarzy. W sumie, na to wyglądało.
Nie potrafiłem jej zrozumieć. Widać było, że coś ją trapi, ale nie chciała nic powiedzieć. Patrzyłem się na nią przez dłuższy czas, czekając na jakikolwiek znak jej obecności tutaj. Po paru minutach w końcu się odezwała – Dziękuję. – dodała.
- Nie ma za co. – uśmiechnąłem się do niej i objąłem ramieniem.
- Niall, uratowałeś mi życie. Ty to nazywasz niczym?
- W prawdzie to tak, ale co by było jakbym nie umiał pływać?
- W tej sytuacji, to ja nie potrafiłam pływać. I chyba już nigdy nie wejdę do wody.
- Yyy, jesteś tego pewna?  Kupie ci na wszelki wypadek zapas dezodorantu na urodziny.
- Nie o to mi chodziło. Głupek. – w końcu się uśmiechnęła, a potem wybuchliśmy śmiechem. Jej desperacja, przeobraziła się w nieopanowany napad radości. Nie wiedziałem, czy to dobrze, czy nie, ale jeszcze śmiech nikomu nie zaszkodził. Minęła godzina, dwie, trzy. My wciąż krążyliśmy po okolicy. Postanowiliśmy wracać do domów.
- Wyjeżdżasz gdzieś? – spytałem
- Tak, choć nie wiem czy mam wciąż ochotę.
- Zmiana otoczenia na pewno ci się przyda. Ja też wyjeżdżam. Spotkamy się ponownie w szkolę.
- Mam nadzieje, że te ferie miną mi miło.
- Na sto procent. Mówię ci to. Napisze do ciebie ja tylko dorobię się nowego telefonu.
- Obiecujesz?
- Obiecuje.
Odprowadziłem ją pod dom i wróciłem do swojego.
---------------------------------------------------------------------------
W końcu nowy rozdział. Mamy nadzieję, że wam się podoba i czekamy na opinie. :) Może macie jakieś pomysły na dalszy przebieg wydarzeń? Jakieś uwagi?
                                                                                                                D&M

5 komentarzy:

  1. Rozdział świetny, :) Czekam na nexta, pozdrawiam Asiek :*

    OdpowiedzUsuń
  2. hej! przepraszam, ze tutaj, ale chciałas, żebym informowała Cię o nowym wpisie, więc informuję. :) nowy, 5 rozdział - sooldstory.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny, świetny rozdział! Z niecierpliwością czekam na kolejne!! Musicie być bardzo utalentowane i zdolne, że piszecie taki cudowny blog!! Życzę Wam dalszej tak wspaniałej weny :*
    PS. Dodawajcie częściej notki :p <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy bardzo! :)
      Postaramy się ale brak weny niestety robi swoje...

      Usuń
  4. Przepraszam za spam ♥♥♥
    |Spam|
    „O dwudziestej trzeciej pięćdziesiąt osiem siedziałam już z moją przyjaciółką i bagażem podręcznym w pociągu. Czułam zapach nocy. Ostatnie dźwięki Londynu pożegnały nasze zmęczone ciała. Położyłam dłoń na siedzeniu, jednocześnie trącając opuszkami palców materiał. Pociąg ruszył. Ruszył w kierunku „Nieznane”.” Zapraszam na pierwszy rozdział na: past-art-and-we.blogspot.com Liczymy na szczere opinię. ♥ ~Sassy.

    OdpowiedzUsuń

Proszę o zostawienie komentarza to dla nas bardzo ważne :) możecie również wstawiać linki z waszymi blogami :)