Nialler
W pokoju czekał na mnie już
Conor.
- Widziałeś gdzieś moich
rodziców?
- Kazali mi się tobą
zaopiekować. Chyba myśleli, że ciągle śpisz.
- To przynieś mi coś do
jedzenia, bo od wczorajszej kanapki z serem nic nie jadłem.
- Biedulek. Choć, zrobię ci
największą kanapkę jaką kiedykolwiek widziałeś. – zeszliśmy na dół i Conor od
razu zaczął przygotowywać jedzenie.
- Nie wierze. Tu robisz coś w
kuchni. Co ci się stało?
- Kocham cię stary. Nie chce
żebyś umarł z głodu. – powiedział i potem się zaśmiał. – Cieszę się, że żyjesz.
Myślałem już, że…
- Daj spokój. Zapomnij o tym,
dobra?
- Okey, jak sobie życzysz.- Po
chwili dostałem kanapkę. Chyba naprawdę była największą jaką kiedykolwiek
jadłem.
- Grillowany ser, bekon, cebula,
sałata, ogórek kiszony, pomidor i kurczak. Tadaaa. – przedstawił jak
najszybciej potrafił swoje dzieło Conor i padł na kanapę. – Teraz dokończmy
meczyk, muszę się odegrać.
- Mam tylko godzinę, więc się
pospiesz, bo coś mi się zdaje, że nie zdążysz. – załączyliśmy gre i śmigaliśmy
już po wirtualnym boisku. Między czasie, pożerałem wielkimi kęsami swoją
kanapkę i przeżuwałem ją godzinami. Nie graliśmy długo, bo chwilę później
wrócili moi rodzice i mama kazała mi się szykować. Conor postanowił nie
przeszkadzać i pójść do domu. Pożegnaliśmy się i ruszyłem prosto do łazienki.
Stałem pod strumieniem wody, poczułem się zrelaksowany i odprężony. Po chwili z
tego pięknego stanu wyrwało mnie mocne walenie w drzwi.
- Niall! Wyłaź już! Nie zdążysz, niedługo przyjedzie ciocia!– usłyszałem zdenerwowany głos mamy. Zawsze, kiedy gdzieś wyjeżdżam, albo wyjeżdżamy razem, sieje panikę i ciągłe powtarza, że się spóźnimy. Już się do tego przyzwyczaiłem i w takich sytuacjach byłem wyjątkowo posłuszny mamie. Po paru minutach wyszedłem z toalety i poszedłem do swojego pokoju zabrać walizki. W pokoju zastałem moją mamę.
- Co robisz?
- Sprawdzam czy wszystko spakowałeś. – powiedziała składając parę dżinsów.
- Mówiłem ci już, że wszystko..
- Wolałam się upewnić, dobrze wiem, jaki jesteś roztrzepany.
- Super... – powiedziałem i rzuciłem się na łóżko.
- Wziąłeś paszport? – po chwili spytała mama.
- Tak
- A szczoteczkę do zębów?
- Tak! Mamo wszystko spakowane, przestań.
- No dobrze. Która godzina?
- Za dziesięć piąta.
- Oh, znieś walizki na dół, pewnie zaraz przyjedzie ciocia.
- Niall! Wyłaź już! Nie zdążysz, niedługo przyjedzie ciocia!– usłyszałem zdenerwowany głos mamy. Zawsze, kiedy gdzieś wyjeżdżam, albo wyjeżdżamy razem, sieje panikę i ciągłe powtarza, że się spóźnimy. Już się do tego przyzwyczaiłem i w takich sytuacjach byłem wyjątkowo posłuszny mamie. Po paru minutach wyszedłem z toalety i poszedłem do swojego pokoju zabrać walizki. W pokoju zastałem moją mamę.
- Co robisz?
- Sprawdzam czy wszystko spakowałeś. – powiedziała składając parę dżinsów.
- Mówiłem ci już, że wszystko..
- Wolałam się upewnić, dobrze wiem, jaki jesteś roztrzepany.
- Super... – powiedziałem i rzuciłem się na łóżko.
- Wziąłeś paszport? – po chwili spytała mama.
- Tak
- A szczoteczkę do zębów?
- Tak! Mamo wszystko spakowane, przestań.
- No dobrze. Która godzina?
- Za dziesięć piąta.
- Oh, znieś walizki na dół, pewnie zaraz przyjedzie ciocia.
Mama wyszła z mojego pokoju,
zabierając ze sobą stertę moich brudnych ubrań.
Zniosłem walizki tak jak kazała
mi mama. Po chwili usłyszałem klakson samochodu. Otworzyłem drzwi i
zasygnalizowałem cioci, że już idę. Pożegnałem się z rodzicami. Oczywiście nie
obyło się bez czułości mamy. Wyszedłem z domu i ruszyłem w stronę czarnego land
rovera cioci. Wpakowałem walizki do bagażnika i zanim wsiadłem do środka
jeszcze raz pomachałem mamie. Ruszyliśmy. Przez cała drogę siedziałem i patrzyłem
się na drogę. Ciocia ciągle rozmawiała z kimś przez telefon, nie wiem chyba z
szefem. Siedziałem i obserwowałem jak migają mi przed oczami paski namalowane
na ulicy, nie zdawałem sobie sprawy co zaraz się wydarzy.
Na lotnisku wygramoliłem się z
samochodu po długiej podróży. Wziąłem ze sobą torbę i skierowaliśmy się do
terminalu. Odebraliśmy bilety i nadaliśmy bagaże.
- Dobra samolot mamy o 20.00,
więc mamy trochę czasu. Idziemy na kawę.
- A ta dziewczyna co miała z
nami lecieć, gdzie ona jest? Rozmyśliła się?
- Czeka już na nas, choć,
przecież widzę, że nie możesz się już doczekać, żeby ją poznać. Pewnie liczysz
na jakiś romansik, co?
- Nie… - nawet nie dała mi
dokończyć, zaczęła mi tłumaczyć, że ta dziewczyna się tak szybko nie da, jest
mądra i rozważna, a już na pewno nie pójdzie z kimś do łóżka po tygodniowym wypadzie.
Takie słowa z ust własnej ciotki brzmią dziwnie. Przynajmniej lepiej niż gdyby
mówiłby to mój tata, lub mama. Ale to wszystko, co powiedziała o tej
dziewczynie było prawdą. W kawiarni siedziała długowłosa piękność, o brązowych
loczkach, które znam, znam i uwielbiam.
- Sawanna. – wymsknęło mi się
samowolnie. Dziewczyna odwróciła się do nas, a jej mina z wesołej przerodziła
się w nieopisane zdziwienie i panikę.
- Niall. Miło cię widzieć. Po raz kolejny. Dzisiaj. – powiedziała nieco skrępowana. Ciocia
przyglądała nam się ze śmieszną miną. Chyba nie wiedziała co powiedzieć.
- Znamy się ciociu. Chodzimy do
tej samej szkoły. – powiedziałem
- Tak, oczywiście wiedziałam o
tym. Chodzicie do tej samej szkoły, musicie się znać. – potem odeszła i poszła
zamówić kawę.
- Tego się nie spodziewałam.
- Szczerze, to ja też. Zabawne,
nie?
- Niby co?
- To, że akurat ciocia wybrała
mnie i ciebie. Myślisz, że coś knuje? – zapytałem dziewczyny, która wpatrywała
się na zmianę w filiżankę z kawą i w punkt za moimi plecami.
- Wszystko jest możliwe. Ona
jest nieprzewidywalna.
- Taaa. To co masz jakieś palny,
co chcesz zobaczyć?
- Kilka miejsc. Nic
szczególnego, mam tylko nadzieje, że trafi nam się przynajmniej jeden słoneczny
dzień.
- Ja też. – odpowiedziałem. Nie
mogłem wciąż uwierzyć, że dziewczyna z którą spędzę cały cudowny tydzień w
Londynie to Sawanna. Los mi chyba sprzyja. Już nie mogę się doczekać następnego
dnia. Po chwili pojawiła się ciocia ze swoją olbrzymią kawą i usiadła przy
naszym stoliku.
- To co zamierzacie robić w
czasie kiedy ja, urodzona redaktorka będę przeprowadzała wywiad z
najpopularniejszą osobą świata?
- Rozejrzymy się, pospacerujemy,
pozwiedzamy… - znów nie dała mi dokończyć tylko wybuchła.
- Człowieku, to jest Londyn,
trzeba się zabawić. A nie zwiedzać. Nie wiem co jest nie tak z tym pokoleniem.
– powiedziała i upiła łyk kawy.
- Będziemy się bawić, jak nigdy. – powiedziała
po chwili Sawanna z cwaniackim uśmiechem. Zaczyna się robić dziwnie. Czy ja nie
wiem o jakimś spisku? W prawdzie to kobiety, ich się nie da zrozumieć.
Postanowiłem, że tego nie skomentuje.
Gdy dziewczyny skończyły kawy i
babskie pogaduchy, których już miałem dosyć, mogliśmy w końcu ruszać do
wyjścia. Weszliśmy na pokład samolotu po długim wyczekiwaniu w kolejce i
jeszcze dłuższym szukaniu bilety cioci, która zaklinała, że na sto procent
włożyła go do tylnej kieszeni swojej torebki. Po przeszukaniu jej całej,
okazało się, że bilet był w portfelu, który cały czas trzymała w dłoni.
Odszukałem swoje miejsce, wpakowałem do schowka swój bagaż podręczny i usiadłem
na wygodnym fotelu irlandzkich linii lotniczych. Miałem miejsce obok jakiegoś
starszego pana, który popijał czerwone wino i smarkał w chawtowaną chusteczkę
między czasie. Spoglądałem na niego od czasu do czasu, czujnie obserwując,
gdzie odkłada chusteczkę, bo zawsze było to inne miejsce. Nie chciałem się na
nią przypadkiem natknąć. Dziewczyny siedziały razem, przede mną, znów plotkując
o super przystojniakach i o tym co sobie ostatnio kupiły. Zapowiadał się
naprawdę ciekawy lot.
Bardzo fajny rozdział:) Czekam na dalszy ciąg:) Pozdrawiam Asiek :*
OdpowiedzUsuńczekam na dalszy ciąg pozdrawiam <3
OdpowiedzUsuń