Nialler
Kierowaliśmy się w stronę nie dużego jeziora w centrum
parku. Dzisiaj cały teren został specjalnie ozdobiony kolorowymi lampkami
umieszczonych na koronach drzew i wokół pni. Gdy zaczęło już się ściemniać,
rozjaśniały uliczki. Porozstawiano także małe budki, w których można było
wypożyczyć sobie koc i kosz piknikowy z prowiantem.
- Hey, to może wypożyczymy jeden? – spytałem się dziewczyny,
której pomysł się spodobał. Całe szczęście, bo zacząłem robić się już głodny.
Wypożyczyliśmy jeden i rozłożyliśmy koc blisko jeziora, tak, aby można było
podrzucać pływającym kaczką i łabędzią kawałki chleba.
- Na co masz ochotę? – zapytałem Sawanne przeglądając
zawartość koszyka.
- A co tam jest?
- Mamy kanapki z serem, warzywami, z mięsem, jakieś zielsko,
chipsy, orzeszki i …
- Żelki! – krzyknęła, wyjmując je z kosza.
- Spokojnie. – powiedziałem, a Saw już przeżuwała pierwszego żelkowego misia.
- Spokojnie. – powiedziałem, a Saw już przeżuwała pierwszego żelkowego misia.
- Sorry, ale kocham żelki. – mówiła do mnie, wciąż go
przeżuwając.
- Wariatka. – odpowiedziałem cicho się śmiejąc. Wyciągnąłem
jedną kanapkę i zacząłem ją pożerać, w obawie, że zaraz zacznie mi burczeć w
brzuchu tak głośno, że ludzie w obrębie dwóch kilometrów mogliby to usłyszeć.
-Conor jest fajnym kolesiem, co? – dziewczyna spytała mnie
po chwili.
- Tak, a o co chodzi? Podoba ci się? – spytałem, mając
głęboką nadzieje, że to nie prawda. Ale raczej gdyby tak było, poszła by z nim
i Amelią oglądać Harrego Poterra.
- Definitywnie nie. Tak po prostu pytam. – odpowiedziała
urywając. Rozmowa jakoś nie chciała się kleić, może dlatego, że czuliśmy się
nieswojo w swoim towarzystwie. Tak naprawdę to, pierwszy raz zostaliśmy na
osobności sami przez dłuższy czas. Postanowiłem szybko coś wymyślić, żeby nie
było drętwo.
- Zagrajmy w coś. – zaproponowałem po chwili.
- W co chciałbyś zagrać? – zapytała zaintrygowana.
- Prawda czy wyzwanie? – powiedziałem po zastanowieniu się.
- A co takiego chciałbyś o mnie wiedzieć? – zbliżyła się do
mnie i uniosła brwi.
- Czy ci się podobam? – nie zdążyłem ugryźć się w język,
zanim cokolwiek powiedziałem. Jej oczy mnie zahipnotyzowały. Dziewczyna
odruchowo się cofnęła i poczerwieniała. Nie wiedziałem, czemu i chyba nie było
mi dane się dowiedzieć.
- Niech zostanie to tajemnicą, dobra?
- Nie wiem ile wytrzymam. – odpowiedziałem.
- A ty?
- Co ja?
- Podobam ci się? – zapytała ponownie się zbliżając.
- To się okażę.
- Hah. – zaśmiała się i położyła na kocu. – To tak sobie ze
mną pogrywasz, okey.
- Tak samo jak ty ze mną. – odpowiedziałem broniąc się.
- Ile miałeś dziewczyn? – rzuciła po chwili. Jej pytanie
mnie zaskoczyło, ale postanowiłem odpowiedzieć.
- Sześć, nie licząc tych z przedszkola, wiesz byłem
przystojniakiem.
- Zapewne, zresztą wciąż nim jesteś – zaśmialiśmy się razem.
- Czemu nie jesteś żadną z nich teraz? – spytała poważniejszym tonem.
- Po prostu żadna z nich nie była tą jedyną.
- Coś o tym wiem. – uśmiechnęła się smutno.
- Ty też nie spotkałaś swojego księcia z bajki?
- Powiedzmy że to on nie z nalazł we mnie swojej
księżniczki. – dziewczyna nie miała ochoty dalej o tym mówić, widziałem to w
jej oczach. Pozostawiłem nie drążyć tematu. Siedzieliśmy w ciszy. Potem Sawanna
usiadła, wzięła kawałek pieczywa, wstała i odeszła kawałek dalej, by przywołać
ptaki.
- Chyba się ciebie boją. – powiedziałem, a ona tylko
wytknęła język. Weszła na pomost, który prowadził przez prawie sam środek
jeziora na przeciwległy brzeg. Stanęła na mniej więcej jego połowie i przykucnęła
na samej jego krawędzi. Ptaki zaczęły podpływać, kiedy jeden łabędź wtargnął
między kaczki, kierując się chęcią zabrania pożywienia i czym szybciej chciał odebrać
przeciwnikom kawałek chleba. Sawanna wciąż trzymała kromkę w ręku, gdy łabędź
nieoczekiwanie napadł na jej rękę i zabrał swój cel. Dziewczyna zachwiała się i
z głośnym pluskiem wpadła do wody.
- Sawanna! – krzyknąłem, szybo zdjąłem bluzę i buty w biegu.
Rzuciłem je na trawę i czym prędzej pobiegłem dziewczynie na ratunek. Wbiegłem
na pomost, ale nie widziałem żadnego śladu po niej. Wskoczyłem za nią.
Zanurkowałem. Jezioro było dość głębokie. Zauważyłem Saw, która była już pół
metra pode mną. Podpłynąłem do niej i objąłem ją jedną ręką za talię.
Wypłynąłem z nią na powierzchnię. Zaczerpnąłem powietrza. Chwilę potrwało, aż
zorientuję się gdzie jestem. Kilka osób stało już obok jeziora, a jedna z nich
płynęła już w naszym kierunku. Pomogli mi ją wyciągnąć na brzeg. Sam wyszedłem
z wody i uklęknąłem obok niej. W sumie to nie miałem pojęcia co teraz zrobić.
Jeden mężczyzna uklęknął po jej drugiej stronie i zaczął resuscytację.
- Będziesz robił wdechy. – rozkazał mi, a ja posłuchałem. Starałem sobie
przypomnieć lekcje edukacji dla bezpieczeństwa, na których w nieskończoność
powtarzaliśmy to co powinniśmy robić w takiej sytuacji. Wiedziałem, że muszę
jej pomóc. Wykonywałem wdechy, tak jak tysiące razy wcześniej na zajęciach, po
tym jak mężczyzna skończył uciskać jej klatkę piersiową. Całość to był jeden
wielki zamęt. Słyszałem jak jakaś kobieta z tyłu dzwoni po karetkę, zdaję
sprawozdanie z tego co się stało. Nic więcej nie pamiętam. Reszta to były tylko
urywki, obrazy z tej sceny. Chyba sam po
jakimś czasie zemdlałem, bo gdy mnie od niej odsunęli upadłem na ziemię. Potem
obudziłem się w szpitalu.
-----------------------------------------------------------------------------------
Mamy następny rozdział.Odpowiadajcie na pytania pod postem Liebster award i bierzcie udział w ankietach. Mamy nadzieje, że wam się podoba. Bunty zgłaszać w komentarzach. Jeżeli ktos chciałby być informowany o nowych wpisach wystarczy napisać w komentarzu. D&M
Noo kurde, w taki momencie? :D odcinek świetny :) Mam nadzieje że nic im nie będzie :) Czekam na kolejny :* Buziaki :*
OdpowiedzUsuńjak zawsze cudowny *_* czekam na następny :D
OdpowiedzUsuń